czwartek, 4 kwietnia 2013

Ratunku! Przespałam jeden dzień!


Dlaczego żaden dzwoneczek nie zadzwonił mi (i nikt mnie nie oświecił), kiedy napisałam wczoraj, że zrobiłam mój wtorkowy plan? Że niby taka jestem zorganizowana. Umówiłam się z Beatą na czwartek. I jakie było moje zdziwienie, kiedy ktoś zadzwonił dzisiaj do moich drzwi i ujrzałam ją w progu... do tego momentu naprawdę myślałam, że mamy środę... Mój porządek tygodni odmierzanych weekendami, kiedy mąż jest w domu oraz dni odmierzanych miejscem słońca na niebie został naruszony w te święta podwójnie. Jak to dobrze, że są sąsiedzi, którzy zapukają w drzwi zgodnie z terminem... Porządek został przywrócony. Jeszcze mam tylko problem ze zrozumieniem, że mimo, że jest jasno, wcale nie musi być wcześnie...

A na zdjęciach kołdra, którą uszyłam Gabi zgodnie z planem styczniowym... pamiętacie jeszcze, jak snułam plany... o tym będzie osobny post.


środa, 3 kwietnia 2013

Projekt 30/3

Bardzo dziękuję za komentarze pod poprzednim postem, zwłaszcza te podnoszące na duchu, że nie będzie tak źle z tym powrotem do pracy. Tak mi się zrobiło miło, jak je przeczytałam! I tego mam się zamiar trzymać :).


Wstałam dzisiaj o 5. Nie, żeby to było coś wielkiego (choć dla mnie to wyczyn). Mam koleżankę, która ma małego synka, drugie Maleństwo w brzuchu (prawie gotowe do startu), cały dom na jej głowie, a każdy list zaczyna: "Witaj Moniś, jest przed 5, mam chwilę, bo chłopaki śpią..." No, czy nie mówiłam, że takich mam kochanych ludzi wokół siebie?!! O tym też chciałam dzisiaj, ale zanim do tego dojdę, zapiszę sobie dla pamięci, co tam dzisiaj porabiałyśmy.
Dzień był całkiem intensywny, pracowity, kolorowy... no i dowiedziałam się czegoś nowego o moim Dzieciu...
Zanim Szkrabek się obudził skorzystałam z luksusu samotnej kąpieli i nieprzerywanego śniadania (niesamowite, tak niewiele potrzeba, a tyle radości...). Potem miałyśmy trochę czasu dla siebie i nowe doświadczenie: zrobiłam taaakie pyszne śniadanko (jak mi się wydawało): jaglankę z buraczkami* i... pierwszy raz byłam świadkiem, jak moje dziecko, na dodatek głodne, powiedziało karmicielce stanowcze NIE! A naprawdę chciało jej się jeść, bo na zaproponowaną w ramach kompromisu kaszę z jabłkiem rzuciła się jak jeszcze nigdy dotąd... Cóż, nawet P. ma coś, czego nie lubi, co się dziwić Szkrabowi. I tak jest zuchem, że zazwyczaj wszystko pięknie je.
Na drzemce zrealizowałam  moją wtorkową część Planu Tygodniowego (jeszcze o tym napiszę): prasowanie i zaszywanie. A właściwie to tylko zaszywanie, bo prasowania akurat chwilowo nie było (jupi!!). Gabi spała, a ja oglądałam film i szyłam... może mało kreatywne, ale w końcu to szycie... w takiej czy innej formie całkiem przyjemne. No i odkładana dawno sprawa do odhaczenia (jupi jupi!) A po przebudzeniu Szkrabka zrobiłyśmy sobie sesję zdjęciową, bo bardzo już Wam chciałam pokazać prezent, który mój mały miś dostał od Magnolienrinde. Przecudną owieczkę. Gabi z nią zasypia. I zawsze jej na powitanie ślini cały nosek.


Hmm... i tyle bym Wam jeszcze chciała napisać... o tym, jak razem śpiewałyśmy. I jak Gabi zamiast pozować, tarzała się po kanapie, albo mi wyrywała aparat... i jak sama robiła swoje zdjęcia ;).. Dzień był pełen wrażeń, a ja, nie wiedzieć czemu, czułam się jak na darowanych mi od losu wakacjach, choć przecież w zasadzie był to dzień jak wiele innych... świadomość, że coś się kończy, pozwala cieszyć się mocniej tym, że w ogóle było. Dobranoc moi Drodzy, jutro też pobudka o 5...

*no dobra, jak to napisałam i jak to teraz czytam... być może nie brzmi to dla Was zachęcająco, ale musicie wiedzieć, że Gabi bardzo lubi jedno i drugie... kaszę i buraki, znaczy się. Ona w ogóle lubi slow food i zdrowo się odżywia, trzeba przyznać :).

wtorek, 2 kwietnia 2013

o prezentach od losu i dobrych duszach

pattern: Marike van Loo
"projekt 30" uważam za rozpoczęty ;). Wczoraj rozpoczął się mój ostatni miesiąc z Gabi w domu. Odliczam dni, a przy okazji muszę zorganizować wszystko wokół... Ale dzisiaj jeszcze chcę powspominać...
Kiedy przebiegam w myślach ten czas, który został mi wręczony jak nie jeden, ale wielka paka prezentów, kiedy myślę o tych wszystkich rzeczach, które były moim udziałem, to... nie potrafię się przestać śmiać do siebie samej :). Najpierw Gabik, jako mały Szkrabek w brzuchu, moja cała niepewność i prawdziwy cud (zdaniem lekarki), że ona żyje, potem pierwsze oznaki, że to JUŻ, wyprawa do szpitala, a potem już cała zawirowana rzeczywistość, która zmieniła nasze życie w bardziej intensywne, kolorowe i pełne śmiechu...Szkoda, że ten etap się kończy, ale pocieszam się przynajmniej myślą, że mam fajną pracę i może nie będzie tak źle ;). [O radości z faktu, że w ogóle mam pracę, nie wspomnę...] Wszystko się okaże w praniu, mam nadzieję, że będziecie ze mną w tym czasie, nawet jeśli będę się rzadziej pojawiać, zanim to  wszystko ogarnę.

Jedna z rzeczy, której się dowiedziałam, odkąd poszłam na zwolnienie w ciąży to fakt, że nie chcę rezygnować ani z rękodzieła, ani z bloga. To dla mnie niesamowita radość i zaszczyt być tutaj. Między innymi dzięki blogowaniu (i dzięki Beacie kochanej, ale ona też jest częścią tego blogowego świata) nie czułam się ani trochę wyobcowana na tym zakońcu, choć tak wiele osób ostrzegało, że po narodzinach przyjaciele będą się odsuwać, bo nie zrozumieją, że mój świat się zmienił. Miałam szczęście i niczego takiego nie doświadczyłam. Spotkałam za to, także wirtualnie, bardzo wiele dobrych, kochanych i kreatywnych dusz! Bardzo Wam za to dziękuję!
...i tak mi się w ten post o dobrych duszach wpisują zdjęcia kolejnego włóczkowego "pluszaka"... jeśli ktoś śledził paski postępu, to już wiedział, że narodziła się kolejna żyrafa... przed odlotem dostała ostatnie wskazówki od starszej zmechaconej koleżanki.
Ps. Zyrafki  wybrały się na party do Daisy.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

wyjechałam, wróciłam, wesołych świąt (zdążyłam!)



Witajcie Kochani po przerwie... przepraszam za nieobecność i brak życzeń. Na szczęście święta Wielkiej Nocy trwają osiem dni, więc jeszcze nie jest za późno, żeby złożyć Wam życzenia: wszystkiego, czego pragniecie... albo o czym nawet nie marzycie. Przemiany. Miłości. Zdrowia! Mam nadzieję, że za Wami piękne dni pełne ciepłej, rodzinnej atmosfery. A jeżeli nie (czasem się czeka, a potem w napięciu przygotowań wszystko idzie jakoś inaczej...), to niech najbliższe dni właśnie takie będą. Mimo, że już myślimy o kolejnych obowiązkach i znów wszystko nabiera tempa...

Przepraszam, że nie napiszę teraz więcej, ale właśnie weszliśmy do domu, przed nami rozpakowywanie, a mały Gabik odzwyczaił się od spania w swoim łóżeczku... ale obiecuję, że będę się teraz pojawiać częściej. Papa!

wtorek, 19 marca 2013

Szyciowy blog roku

Kiedy dowiedziałam się o tym pomyśle, to na początku w ogóle nie brałam swojego bloga pod uwagę. Ale weszłam na stronę szyciowyblogroku.pl raz i drugi i ... poczułam się jak w domu... no, przynajmniej jak w blogosferze ;). Znalazłam tam tyle świetnych blogów, niektóre od razu zaobserwowałam, że... postanowiłam dołączyć.


Moja wizytówka wyświetli się po kliknięciu w powyższy baner lub TUTAJ.
Zachęcam do oddania głosu - niekoniecznie na mój blog (choć będzie mi bardzo miło i już z góry dziękuję tym 9 osobom, które zagłosowały jeszcze zanim tu coś napisałam). MOŻNA WYGRAĆ 50 poradników Łucznika związanych z szyciem, a na FB 3 MASZYNY DO SZYCIA, więc jest o co stanąć w kolejce (niech by mi to ktoś powiedział rok temu, kapcie bym pogubiła lecąc na ten profil ;))!

I’m taking part in a Polish contest "The Sewing Blog of the year". If you want to vote - for example for my blog, please click HERE.

piątek, 15 marca 2013

Historia pewnej torby czyli powoli do przodu, a najdroższy był guzik

Dzięki uprzejmości Truscaveczki dodałam do bloga paski postępu moich prac. Dzięki temu możecie zobaczyć, że kiedy mnie tu nie ma, wcale się nie obijam. Wręcz przeciwnie, mam pozaczynanych milion rzeczy i wiele z nich na pewno ukończę. Te paski, które już są z boku bloga, to tylko taka wczorajsza próba, w rzeczywistości robię dużo więcej, ale nie wszystkim mogę się chwalić ;) albo po prostu nie zdążyłam jeszcze dodać.
Ale jest coś, co już bardzo dawno miałam pokazać, czyli moja torba na robótkę. Uszyłam ją już jakiś czas temu i wykorzystuję ją w tramwajach i autobusach, kiedy akurat zdarza mi się podróżować w kierunku świata z małym Szkrabem (a ostatnio nawet raz bez!). Jeżeli spotkacie kiedyś taką szydełkującą blondynkę  z torbą z różowym guzikiem, to to będę ja :)). Koniecznie się odezwijcie :).


Ta torba ma swoją dłuższą historię...nawet nie wiem, od czego zacząć. Chyba od mojej choroby pt: " wezmę i machnę". Mam tak czasami, że w wirze innych zajęć nagle nachodzi mnie myśl, że przydałoby mi się coś (różne to są rzeczy, ale najczęściej w tematyce szyciowej), co przecież... umiem zrobić i... mogę to zrobić, więc co stoi na przeszkodzie... "wezmę i machnę" i będę miała. I tak jak już ta myśl mnie najdzie, to nie odpuszcza i najczęściej kończy się tak, że siedzę do późnych godzin nocnych nad maszyną i klnę zajadle, bo to, co wydawało się banalne, nagle okazuje się być dużo trudniejsze (a to zszyję coś nie tą stroną co trzeba, a to pomylę kolejność i zszywam coś, co miało jeszcze poczekać.. no i pruję...). I jak już to odkryłam, postanowiłam zwalczyć. Dlatego, kiedy ostatnio mnie wzięło na uszycie torby na szydełka "na jeden projekt", usiadłam i ... poczekałam aż mi przejdzie ;). Narysowałam sobie mapę myśli, w której uwzględniłam każdy kroczek, który muszę zrobić, żeby sobie mieć taki torbiszonik. I jak już to rozpisałam i zobaczyłam... to naprawdę mi przeszło ;). Możliwe, że osoby szyjące złapią się za głowę, bo przecież żadna to wielka rzecz, ale dla takiego żółtodzioba jak ja każdy etap to jednak trochę wysiłku. W każdym razie zmierzam do tego, że zaparłam się tym razem, zapisałam sobie, co po kolei muszę zrobić i gdzieś tam na raty (bo przy Szkrabiku to wszystko na raty robię) zrobiłam! Zdjęcia mam nędzne, ale pokazuję na dowód! Zdjęcie mapy myśli (przepraszam za jakość) zrobiłam dla potomnych, jaka to ja byłam zorganizowana, jak mi się dziecko urodziło (bo może mi się jeszcze pozmienia).
idealnie nie jest, ale do przodu :)

rzeczona mapa myśli:

Niektóre rzeczy zmieniłam. Tylko krowa nie zmienia poglądów ;).

Torebka przydaje się codziennie. Nie mam dużo czasu na szydełkowanie, więc jak akurat nadarza się okazja, muszę mieć cały zestaw na wyciągnięcie ręki. Sprawdza się świetnie. Na koniec ważna informacja: torebka projektówka została wykonana z materiałów recyklingowych, więc najdroższy był guzik!

poniedziałek, 4 marca 2013

mój prywatny szydełkowy niedźwiadek

Powiedziałam dzisiaj do Pe, że wiosna nie może jeszcze tak całkiem przyjść, bo nie pokazałam czapki i szalika, jakie zrobiłam dla Gabi. Zatem, żeby pani wiosny nie blokować:



 
A teraz bardzo proszę: wiosno, witamy!
Ps. Podzieliłam się misiem ze światem u Daisy.

[English version. Sorry for mistakes, I don't speak English well, I prefer German, but I know that most of my readers don't speak it either.] 
Today I said to Pe, that the spring was not allowed to come until I show You the hat and the scarf that I made for my little Teddy Bear...
So... now I'm ready to let the spring come.
Ps. I shared it by Daisy at Daisy Cottage Designs.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...