wtorek, 27 sierpnia 2013

długo oczekiwana lala

Ta lala ma baardzo długą historię. Pod koniec zeszłego roku zobaczyłam lalę z tego wzoru u Crochet Bee (autorski projekt). Napisałam komentarz, że chętnie bym przetestowała ten wzór i Kasia się zgodziła. Tyle tylko, że... myślałam, że ta lala będzie jakieś 5 razy mniejsza ;) Dlatego zamiast tydzień robiłam ją... pół roku. W międzyczasie skonsultowałyśmy z Kasią kilka rzeczy, kilka rzeczy zmieniłam i.. nareszcie jest! 

Oprócz lali chciałam przedstawić tu kogoś ważniejszego. Lala powstała na aukcję dla Oliwki Lisewskiej, Walecznej Dziewczynki (córeczki z rodziny mojej przyjaciółki), która wygrała walkę z rakiem. Mimo to musi jeździć co 3 miesiące do Niemiec na konsultacje (koszt to, jeśli się nie mylę, ok. 6 tys. euro za wizytę). Jeśli będę wiedzieć coś więcej o licytacji, na pewno tu napiszę :).







niedziela, 4 sierpnia 2013

Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga..

to dla mnie jedno z tych zdań, które często słyszę, ale łudziłam się, że nie będzie mnie dotyczyć :). No i mam za swoje. Opowiedziałam Wam dawno o moich planach na lalę... i do dziś w tej sprawie milczałam. Cóż mam powiedzieć, robiłam ją ponad pół roku... z wielu powodów. Ale nareszcie mogę Wam pokazać małą zapowiedź. Myślałam, że uda mi się dzisiaj pokazać wszystko, ale wygląda na to, że nie... (ledwie napisałam te słowa, przyszedł P. z tekstem: „trzeba budzić Gabika”)..

Odkąd pracuję, muszę dokładniej planować czas, który mam podczas drzemki Kraba. Trudno jest wybrać, czy szydełkować, szyć, a może edytować zdjęcia (co niestety zajmuje mi dużo czasu, choć nie robię z nimi nic specjalnego - czy Wy też tak macie?). Jeśli czytają to mamy, wiedzą, o czym mówię. Jeśli nie-mamy, może nawet nie zwrócą uwagi na to zdanie. Czytam sobie czasami różne blogi, które czytałam już kilka lat temu i jestem zdziwiona, że inne dziewczyny też o tym pisały, a ja wtedy, z innej perspektywy, nie zwróciłam na to specjalnej uwagi.

Dobra, bo muszę uciekać:

Lala ze wzoru Crochet Bee, który Wam polecam (pewnie niedługo będzie dostępny, mi się udało otrzymać wersję przedpremierową dla testerów :)). Oczywiście w towarzystwie żyrafki, bo jak inaczej ;).


 cdn.

niedziela, 28 lipca 2013

konik

I znów kolejny tydzień za mną. Niesamowite, jak to umyka. Po pracy właściwie nie włączam komputera. Widocznie to uzależnienie nie było takie duże. Albo zastąpiłam je innym, włóczkowym :). Na tym froncie praca wre. Nazbierało się kilka rzeczy do pokazania, pierwsza z nich to konik. Powstał całkowicie w podróży. Nie wiem, czy Was raczyć takimi opowieściami jak rozpruwanie poduszki na przystanku, przy pięknym wschodzie słońca... ;) Prezent dla Emilki, której radość to wiatr w moje żagle.. sami wiecie, jak to jest :) Do następnego spotkania!


sobota, 20 lipca 2013

nocne szycie = lepsze życie




Pod warunkiem, że następnego dnia nie idzie się do pracy :) Ale nie uszyłam tego wczoraj. Ta książeczka powstała dla Gabi na Dzień Dziecka. I jak jej teraz nie pokażę, to już chyba nigdy..

Po sukcesie pierwszej książeczki (Gabi bardzo często się nią bawiła). postanowiłam zrobić drugą.
Pierwszy raz w życiu szyłam całą noc :). Około 4 rano położyłam zapakowany prezent w kojcu i... jeśli nie wiecie, jakie to super uczucie, to musicie spróbować!!
Bardzo długo myślałam o tym, jakie zabawki są najlepsze dla dzieci w tym wieku. Z moich obserwacji:
* kolorowe, w żywych, intensywnych kolorach
* z którymi można coś zrobić: np. zaszeleścić, rozpiąć rzep, przełożyć "kartki", zjeść metki :P

Starałam się wrzucić tu jak najwięcej możliwości:
- jest kolorowa
- jest zapinana na rzep
- uszy misia szeleszczą
Są jeszcze dwie rzeczy, które muszę dopracować:
- oczy są na rzep, żeby można było robić minki. Na razie są tylko zamknięte, ale w wolnej chwili, która mam nadzieję kiedyś nastąpi, dorobię jeszcze otwarte
- na ostatniej stronie są szlufki. Będą przez nie przechodzić tasiemki lub sznurki do ciągania.

Niestety, muszę przyznać, że chociaż druga książeczka jest dużo ładniejsza od prototypu, zyskała trochę mniejsze zainteresowanie od tamtej. Pewnie przez to, że Gabi w międzyczasie zrobiła się o wiele bardziej mobilna i woli zabawy ruchowe. Jeśli czytają to szyjące przyszłe mamy, warto uszyć taką książeczkę około 3-5 miesiąca życia (przynajmniej u nas tak się sprawdziło).



   


 




niedziela, 23 czerwca 2013

What a mess...

 Stwierdzam z przykrością. Kończę urlop, a wszystko wokół woła o pomstę ;). Wróciliśmy dzisiaj z krótkiego wyjazdu w siną dal. Gabi zaliczyła swoją najdłuższą jak dotąd i na długo wyprawę (bo rzadko jeździmy dalej). A w domu czeka na mnie tyle rzeczy... Byliśmy niedawno u znajomych, którzy mają trójkę małych dzieci, w tym 1,5-roczne bliźniaczki. W domu porządeczek, że można z podłogi jeść. Usłyszałam od pani domu, że nie można odpuszczać, bo wystarczy jeden dzień, a wszystko się posypie... A ja miałam ostatnio dużo więcej takich dni... Przede wszystkim w ostatnim tygodniu w ciągu 5 dni ... siedem (!) razy byłam u dentysty... taki tam drobiazg, który pozwalał żyć akurat na tyle, żeby doczłapać się do łóżka... poza tym przez cały miesięczny urlop dużo się działo, ciągle goniły nas jakieś przygotowania (byliśmy oboje z P. świadkami na ślubie naszych przyjaciół, potem roczek!! małego Kraba)... teraz pora ujarzmić dom i... spróbować nie odpuścić. Bo przecież w końcu na poważnie wracam do pracy. Taki mam plan (a z planami to u mnie różnie, niestety).

Skoro skończę urlop, najprawdopodobniej ruszy znów moje tramwajowe i autobusowe dłubanie. W końcu będzie coś na bloga, nie to co po urlopie ;).

Najbardziej mi przykro, że dwie osoby czekają na coś, co obiecałam już dawno: Susanna na żyrafkę plus może konika, a Kasia Crochet, aż skończę lalę z jej wzoru. 
Dziewczyny, prace dla Was mają najwyższy priorytet, ale nie mogę ich robić w międzyczasie (maskotki dla niemowląt wymagają najwyższej higieny, więc nie robię ich w tramwaju lub podobnych okolicznościach, a lala od dłuższego czasu wymaga tylko kilku poprawek, a do tego potrzebna jest dłuższa wolna chwila...
której nie mam) dlatego oficjalnie jeszcze raz PRZEPRASZAM, że musicie czekać!

 Na zdjęciach przedstawiam Wam to, co zrobiłam przez pierwszy tydzień szydełkowania w tramwaju. Zakochałam się w tych kolorach, jedno spojrzenie na ten KOLOR (na przykład, gdy wyściubi nos z torby w pracy) i doładowanie energetyczne zaliczone! Marzy mi się zrobienie sobie takich mitenek na jesienne szarugi...


czwartek, 13 czerwca 2013

Bardzo Szczęśliwego Czwartku



Mamy tak świetny dzień, że aż głupio mi o tym pisać. Siedzimy sobie na balkonie, Gabi bawi się .. no cóż, miską, ale przecież możemy udawać, że to mini-basen... wrzucając tam wszystko, co ma pod ręką i wychlapując wodę. Właściwie zaraz nie będziemy miały gdzie siedzieć, bo już prawie cała kołdra jest mokra ;).

Myślałam dzisiaj o tym, jak dziecko zmienia patrzenie na... czas. Normalnie na pewno miałabym teraz sto rzeczy do załatwienia... albo nie, inaczej, teraz też mam sto spraw do załatwienia, ale ponieważ mam Gabi, nie za bardzo mogę je robić (a przynajmniej nie wszystkie mogę robić z nią), więc... siedzę sobie z nią na balkonie i bawimy się wielorybem do kąpieli... żyć, nie umierać. Dopiero jak Gabi pójdzie na drzemkę, będę się gorączkowo zastanawiać: co najpierw?!
W ostatnich dniach nie mam niestety czasu na rękodzieło (aktualnie szykuję roczek, a to nie jedyna z atrakcji). Dlatego na zdjęciach etui na telefon, które było pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam w tramwaju jadąc do pracy i z powrotem :).

Napisałam to wszystko, a kiedy przyszła pora na "Chatkę Puchatka" przed drzemką, znalazłyśmy tam:

"Otóż w pewien jesienny poranek (...) Puchatek z Prosiaczkiem siedzieli sobie w Kąciku Zadumy i dumali. (...)
-Chodźmy do w s z y s t k i c h - zaproponował Puchatek. - Bo kiedy się tak chodzi na zimnie i wietrze i nagle się wejdzie do czyjegoś domu, i tak ktoś powie: <Jak się masz, Puchatku! Właśnie przychodzisz w samą porę, żeby zakąsić jakieś małe Conieco>, i zakąsza się małe Conieco, to jest to coś, co nazywa się Miłym Dzionkiem.
Prosiaczek był zdania, że po to, aby chodzić do rozmaitych osób, trzeba znaleźć jakiś Powód (...) i gdyby Puchatek potrafił coś wymyślić...
Puchatek potrafił.
- Będziemy chodzić z tego powodu, że dziś jest Czwartek - powiedział. - Będziemy chodzić i życzyć każdemu Bardzo Szczęśliwego Czwartku."

poniedziałek, 27 maja 2013

post przeterminowany, przeczytajcie, żeby nie było mu smutno ;)


Znalazłam post mocno przeterminowany. Nie wiem, czemu go nie wrzuciłam, chyba czas mi tak mi zleciał, że ciągle mi się wydawało, że dopiero co go pisałam i nic się nie stanie, jak wrzucę „jutro”... Zatem proszę, tak było u mnie 2 tygodnie temu:


A teraz od tygodnia pracuję i... wcale nie jest źle :). Jestem spokojna, bo Gabi jest z tatą przez 3 tygodnie, a potem będzie jeszcze trochę ze mną. Ale powrót do pracy był dużo łatwiejszy niż myślałam. Może dlatego, że jak wracam z pracy, staję w progu i słucham, jak P. czyta:

"Kłapouchy wyciągnął ogon z wody i zaczął nim wymachiwać na prawo i na lewo.
- Tak jak przewidywałem - powiedział - mój ogon został pozbawiony wszelkiego czucia. Zdrętwiał. Ot, co się stało. Zdrętwiał zupełnie.
- Biedny Kłapouniu, ja ci go osuszę i rozetrę - powiedział Krzyś. Wyjął chusteczkę do nosa i wytarł nią mokry ogon.
- Dziękuję ci, Krzysiu! Ty jeden, mam wrażenie, rozumiesz się tu trochę na ogonach. Tamci nie zastanawiają się nad tym, ot, co można o nich powiedzieć. Oni po prostu nie mają wyobraźni. Ogon to dla nich nie ogon, tylko Mały Dodatkowy Kawałeczek przyczepiony z tyłu.
- To nic, Kłapouszku - rzekł Krzyś wycierając go z całych sił. - Czy już mu lepiej?
- Już bardziej czuję, że go mam. Czuję, że on znów do mnie Należy."
(A.A.Milne, Kubuś Puchatek)

A potem Szkrab idzie spać, a ja dostaję obiad :).
***
Teraz przynajmniej wiecie, jak wyglądał mój powrót do pracy. Nie było się czego bać! Uff... A wiecie co? Teraz znowu mam urlop ;). Mój szef skwitował to: "Tak to można pracować, miesiąc w roku.." Ale jak wrócę, to już na amen ;). Teraz mam miesiąc, żeby nauczyć się planować nasze posiłki i gotować je dzień wcześniej. Bo jak widzicie, przez ostatnie trzy tygodnie po powrocie z pracy czekało na mnie ciepłe jedzonko. Szkoda, że Paweł musiał wrócić do pracy ;) Dlatego zmykam... robić obiad.


Ps. Nie mam pasujących do tematu zdjęć, a żyrafki to takie wdzięczne stworzenia... mam nadzieję, że jeszcze się Wam nie znudziły (chyba jeszcze nie, sądząc po mailach, za które bardzo dziękuję!).

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...