poniedziałek, 11 czerwca 2012

Szydełkowe etui na telefon

W ramach moich szydełkowych wprawek zrobiłam nowe etui na telefon. To jest wersja na szerszy model (z klawiaturą qwerty). Brakuje mu zapięcia, bo nie mam pasującego guziola.
Tymczasem wrzucam zdjęcia i pozdrawiam Was spod lodówki, którą rozmrażam ;).


czwartek, 7 czerwca 2012

kangurek prezentuje misia

Przepraszam, że znowu mnie tu nie ma. Wciąż jeszcze jestem w wersji kangurkowej, ale i tak ciągle nie mam czasu, bo ledwo uporaliśmy się z remontem, muszę się spieszyć z górą prasowania. Na szczęście te małe ciuszki to sama radość :).

Ale nie próżnowałam - mam spore zaległości w pokazywaniu tego, co powstało, więc zaczynam... od misia, który jako prototyp został uszyty z mojej bardzo starej koszuli i bardzo mi się taki spodobał:



środa, 9 maja 2012

kupno szafy w ósmym miesiącu ciąży - nie próbujcie tego w domu!

Dzisiejszy post dedykuję wszystkim, którzy spodziewają się dziecka: nigdy nie kupujcie szafy w ósmym miesiącu ciąży!
Wymyśliliśmy sobie szafę dla naszej córeczki. Chwilę potem P. pomyślał, że zamiast wstawiać do pokoju kolejną szafę z kolejnej parafii, zrobimy sobie jedną, ogromną szafę przesuwaną. Ale skoro tak, to przydałoby się wymienić podłogę. Pan, który miał robić podłogę, doradził nam, żeby... zrobić przy okazji już od razu sufit i ściany. I tak, od tygodnia nie mamy domu :P. A w każdym razie nie mamy takiego domu, w którym dałoby się mieszkać. W dużym pokoju wielka dziura po starej podłodze. Wszystkie rzeczy poupychane w kuchni i drugim pokoiku. Nawet w łazience upchnięte fotele! Dla nas fizycznie nie ma już miejsca. Na szczęście przygarnęli nas kochani rodzice P. Jak to dobrze, że dzieciątko noszę jeszcze ze sobą :O).
Większość moich robótek została w domu. Maszyna przyjechała z nami, ale nie mam jeszcze odwagi, żeby ją tu rozstawiać komuś na głowie. Za to wzięłam ze sobą szydełko i kończę misia, którego zaczęłam wieki temu, ale ciągle coś mi w nim nie pasowało. Niedługo żaden element nie zostanie w nim taki, jak na początku, bo ciągle coś pruję :). Ale jestem uparta, bo wymyśliłam sobie, że szydełko będzie można jakoś pogodzić z karmieniem... więc póki co się uczę, żeby potem robić z głowy, a nie ze wzorów...

A wracając do szafy - wierzę, że się nam uda i Malutka ujrzy pokój przytulny i wyremontowany :).

piątek, 13 kwietnia 2012

kartki

Muszę się uczciwie przyznać, że w tym roku zrobiłam więcej kartek niż wysłałam. I niestety nie ma się czym chwalić. Nie wiem, jak to się stało, ale w zawirowaniu ciążowo-wielkotygodniowym udało mi się wysłać chyba tylko 3 kartki... Chciałabym napisać, że będę to musiała nadrobić przed Bożym Narodzeniem, ale... kto wie, co będzie się wtedy działo, kiedy już nasza Kruszynka będzie z nami? Może zacznę je wysyłać już teraz? :O) W każdym razie  kartki, które udało mi się zrobić, wyglądają tak:

 







a na koniec muszę się pochwalić karteczką, która przyleciała do mnie od Pracowitej Pszczółki, Ewci:

wtorek, 10 kwietnia 2012

o Wielkiej Nocy zza światów


Święta, święta i... dalej święta :)
Ponieważ trwa Oktawa Wielkiej Nocy, pozwolę sobie zauważyć, że post i życzenia nie są wcale spóźnione ;)
Przepraszam, że nie zaglądałam tu wcześniej, ale dosłownie nie miałam na to szans... Wielki Tydzień minął mi niepostrzeżenie. Zwłaszcza pierwsze trzy dni. Ale w święta intensywnie myślałam o moich kochanych zaglądaczach i dla nich napisałam post ... w notatniku. Od środy do wczoraj w zasadzie nie miałam dostępu do internetu, dlatego pozwalam sobie wkleić go teraz:

8.04.2012r.
Witajcie, piszę z obczyzny, to znaczy, mam komputer, ale nie mam dostępu do sieci, więc post pójdzie z opóźnieniem...
[dygresja: co przypomina mi dawne czasy, kiedy to pisało się listy...
w zasadzie dziś też nic nie stoi na przeszkodzie, żeby je pisać. A nawet czasem zdarza mi się jakiś dostać... więc
dlaczego nagle narzekam na czasy?? zupełnie bez sensu...]

Ale ja nie o tym. Dziś jest Wielkanoc. Ostatnie dni były dla mnie niezwykłe. Dowiedziałam się czegoś nowego o sobie, a przede wszystkim o tym, kim jestem w oczach Boga. Wyjechaliśmy z P. na krótkie rekolekcje i był to (jak zwykle) zaskakująco dobry, przemieniający czas.
I jeśli myślę o tym, czego chciałabym Wam życzyć, to właśnie tego, żebyście doświadczyli tego, co ja to znaczy, że jesteście kochani i że codziennie jest miejsce na to, żeby zaczynać od nowa.

Jest wiele rzeczy, które chciałabym Wam pokazać i zrobię to, jak tylko wpadnie mi w łapki sieć (albo ja wpadnę w macki sieci...). A tymczasem pozdrawiam gorąco... zza światów ;).

 ps. na zdjęciu baranek z masy solnej w moim pierwszym koszyku z materiału uszytym według tego kursu.

wtorek, 20 marca 2012

maszyna SilverCrest z Lidla i jej pierwszy kiujik

Czy ja się Wam już chwaliłam moją nową maszyną do szycia? Nie? Dziwne, bo w realu opowiadałam o niej każdej napotkanej osobie ;). Nic dziwnego, to było moje wielkie marzenie - własna maszyna! 
Po przewertowaniu wielu stron i postów na forach, zdecydowałam się na maszynę SilverCrest z Lidla i jak dotąd nie żałuję. Może kiedyś napiszę coś więcej o tych dwóch maszynach: łuczniku 466 i silverce. Bo chociaż zmiana jest taka, jak przesiadka z malucha do mercedesa, bardzo się cieszę, że zaczynałam od tego łucznika i każdemu początkującemu bym doradzała, żeby na początek pożyczyć od kogoś używaną maszynę i zobaczyć, czy szycie jest naprawdę takie fajne. Przede wszystkim można sprawdzić, czy jest się wystarczająco odpornym na różne szyciowe frustracje. Po drugie: stary łucznik wydaje się być naprawdę niezniszczalny: jest masywny i solidny. Gdyby tylko był mój, na pewno bym z niego tak od razu nie zrezygnowała. Ale że należy do moich rodzicieli, a ja przypadkiem dowiedziałam się, że mama ostatnio z braku maszyny szyła ręcznie, cieszę się, że mogę go oddać.
Poza tym na początku, kiedy się jeszcze nie wie, czy będzie się dużo szyło, nie warto inwestować w drogą maszynę. Chyba, że ktoś ma górę pieniędzy i nie wie, co z nimi zrobić. Ja nie mam :P.

Pierwsza rzecz, którą uszyłam na nowej maszynie to królik dla malutkiej Oliwki, córeczki naszych przyjaciół (tych, dla których była anielska para w ciąży -> klik <- ;)) . Zdjęcia robiłam dosłownie w locie, przed samym wyjściem, dlatego są trochę ciemne, ale mam nadzieję, że czytelne.

edit: zdjęcia po małych przeróbkach kontrastowych - wciąż nie idealne, ale najważniejsze widać ;].




sobota, 17 marca 2012

Stan surowy

Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie życzenia i gratulacje pod ostatnim postem! Jest mi niesamowicie miło, tym bardziej, że odezwały się osoby, które zaglądają, ale zazwyczaj nie komentują. Dziękuję!

A teraz przedstawiam nowe aniołki przed malowaniem. Zrobiłam je i nie mam serca malować, bo takie surowe mają swój urok...





LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...