Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2014

Ile czasu zajmuje zrobienie szydełkowej lali?

Zaraz po pytaniu "Czym wypchać zabawki" jest to drugie najbardziej popularne pytanie, które dostaję. Odpowiedź na nie nie jest prosta, bo nie mam możliwości usiąść nad lalą i pracować nad nią tak długo, aż skończę. Gdybym miała taką możliwość, tzn. gdybym mogła usiąść i robić, aż skończę... jedną lalę robiłabym pewnie ok. 2-3 dni. Gdyby wszystko szło gładko...

Zazwyczaj nie mam jednak takiej możliwości i szydełkuję zabawkę kawałek po kawałku.
W samochodzie (jako pasażer... ewentualnie jako kierowca, kiedy czekam na przejeździe kolejowym...cóż, szydełko zawsze warto mieć pod ręką, nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi ta miła chwila relaksu...), rano przed pracą, kiedy Gabi się kąpie...

Tę lalę robiłam na rekolekcjach, podczas których codziennie jeździliśmy w inne miejsce, więc ciałko w większości robiłam w trasie. Czasami też, kiedy Gabi zasnęła, a nie chcieliśmy jej budzić, zostawałam z nią i motałam, dopóki się nie obudziła.

Po powrocie z rekolekcji dokończyłam ciało lali, zrobiłam włosy, 5 razy przyszyłam i odprułam głowę (gwoli ścisłości: odprułam cztery razy), a potem zrobiłam... dwie sukienki. 

Tę lalę robiłam więc grubo ponad miesiąc!

Na jej (moje) usprawiedliwienie warto jednak dodać, że robiłam ją pierwszy raz, a w międzyczasie spisywałam też wzór. Mam nadzieję, że kolejna pójdzie szybciej, choć... kto wie, ile razy coś jej odpruję i ile sukienek zrobię, zanim naprawdę będzie mi się podobać... no, nic nie poradzę na ten durny głos, który szepcze: "O nie, moja droga, tak jej nie zostawisz!" Myślę, że przesadzam i mam nadzieję, że któregoś dnia nabiorę rozsądku w tej kwestii ;). A jak Wy robicie swoje zabawki (lub inne projekty)? Siedzicie do późnych godzin nocnych, robicie etapami? Czy potraficie obliczyć, w jakim czasie powstaje określona zabawka? Bardzo mnie to ciekawi!

Zdjęcia przedstawiają lalę "w plenerze"... i powstały na fali poszukiwania inspiracji kolorystycznych w ramach udziału w kursie fotograficznym "Shoot it!" na Craftsy.com, o którym opowiem więcej w jednym z kolejnych postów. Niestety dzień był pochmurny i w czasie robienia tych kilku zdjęć 3 razy zaczynał padać deszcz, więc się poddałam...









czwartek, 28 sierpnia 2014

Jak wyszyć mordkę misiowi? Nosek i oczy - krok po kroku.


Wyszywanie twarzy lub mordek zabawkom może być ulubioną lub najbardziej znienawidzoną czynnością. W moim przypadku emocje te występują naprzemiennie. Czasem pruję bez opamiętania, innym razem pierwsze podejście okazuje się być strzałem w dziesiątkę.

Pokażę Wam, w jaki sposób wyszywam mordkę misia z mojego wzoru.

NOS
Próbowałam różnych sposobów na wyszywanie nosa i zdecydowałam, że najłatwiej się wyszywa nosek poziomymi liniami nitki. Kilka poziomych, równo i ciasno ułożonych  obok siebie linii nitki tworzy nam kształtny nosek.

1. Nawlekamy igłę włóczką lub nitką i wkłuwamy tam, gdzie nosek ma swój najbardziej krańcowy punkt u góry z prawej strony, a wyciągamy ją po przeciwległej stronie.


 2. Teraz wracamy igłą do prawej strony, "rysując" nitką górną linię nosa. Mocujemy nitkę na tyle ciasno, żeby nosek był ładnie naprężony (później się już tego nie da poprawić), ale żeby nic się nie marszczyło.


3. Teraz kolejne linie:


5. Kiedy nos ma już odpowiedni kształt, po ostatniej "linii" noska wkłuwamy igłę tak jak dotąd z prawej strony i wyjmujemy na dole mordki, żeby narysować pionową linię podkreślającą kształt mordki:


 
OCZY
Największą trudnością jest tu ustalenie, gdzie mają być. Szeroko rozstawione oczy dadzą zupełnie inny efekt niż oczka położone blisko siebie. Warto trochę poeksperymentować, żeby zobaczyć, który układ będzie najlepiej odzwierciedlał nasz styl.




Brwi najpierw sobie można przymierzyć, kładąc kawałki nitki i sprawdzając, z jakim wyrazem pyszczka miś będzie wyglądał najlepiej:

Po ich wykonaniu należy zabezpieczyć nitkę od spodu - jeżeli głowa jest jeszcze niewypchana, to należy przeszyć nią kilka szwów zabezpieczających, przeciąć i zawiązać końce.

Jeżeli głowa jest już wypchana, należy po wykonaniu brwi wkłuć igłę w główkę misia, wyjąć z tyłu głowy, ponownie wkłuć w to samo miejsce, wyjąć igłę np. z boku, ponownie wkłuć w to samo miejsce - tak, żeby nitka mogła się trochę poplątać od spodu w wypełnieniu, co nam ją ładnie zablokuje. Trzeba przy tym uważać, żeby nie naprężyć przesadnie tej nitki - żeby wyraz pyszczka misia się nie zmienił.

środa, 30 kwietnia 2014

Szydełkowy konik z przyjacielem




I znowu wyszło, że się obijam, mimo mojej ciężkiej pracy ;).

Nareszcie mogę Wam pokazać konika. Jak wiecie, robiłam go naprawdę długo. Jak to ja: robiłam i prułam. Podobno jestem niepoprawną perfekcjonistką w tym względzie. Ostatnio pewnemu misiowi, już po akceptacji zdjęć, tuż przed wysyłką, odprułam nogi i zrobiłam nowe. Może powinnam popracować nad sobą, ale na ten moment sprawa wygląda tak: pruję tak długo, aż nie osiągnę efektu, z którego byłabym zadowolona.

Podobnie jak w pierwszym koniku, naszyłam mu filcową łatkę wokół oka. Bardzo mi się podoba ten efekt. Mam zamiar poeksperymentować też z łączeniem materiałów i włóczki. Czy Wy też tak macie, że jak widzicie ładny materiał, to od razu macie na twarzy uśmiech? Nie obraziłabym się, gdyby moje zabawki wywoływały podobny efekt.

I na koniec dodam jeszcze, że podobnie jak poprzednia zabawka dla Stasia (żyrafka), konik wzbudził entuzjazm Gabi. Do tego stopnia, że nie chciała go wypuścić z łapek i płakała, kiedy jej go zabrałam. Chyba lada moment będę musiała robić wszystkie zabawki w podwójnych egzemplarzach. Albo przerzucę się na taśmową produkcję, jak to zrobiłam z sówkami... które ostatnio masowo wprowadzają się pod nasz dach.

piątek, 11 kwietnia 2014

Jak pozszywać sówkę i wszyć tasiemki


Witajcie, to już ostatni wpis z sówką w takiej rozlazłej formie. Od tej pory nasze sówki powinny już przybierać właściwe kształty. I pisząc to, wiem, o czym mówię, bo moje niespełna dwuletnie dziecko mówi już na tę szmatkę "Hu hu". 

W tym poście:
  • Pokażę, jak zszyć skrzydełko i jak je przyszyć do ciałka.
  • Pokażę, jak przyszyć oczy
  • Pokażę, jak opcjonalnie wykończyć górę sówki słupkami
  • Podpowiem, jak przygotować tasiemki i jak je przyszyć.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Co zrobić, kiedy nie chce nam wyjść zabawka ze wzoru?


W tym miejscu miał się pojawić wpis dotyczący zszywania sówki, ale rozmawiałam i pisałam ostatnio z dwiema osobami, które robią sówkę i zauważyły, że coś idzie nie tak, więc postanowiłam na to odpowiedzieć. Może ktoś z Was też się zastanawia:

Co zrobić, kiedy nie idzie nam tak ładnie jak na zdjęciu lub odkryjemy, że 10 rzędów temu popełniłyśmy błąd. Pruć czy nie pruć?

Mamy kilka opcji:
  • Możemy spróbować zrobić coś innego na bazie tego, co zrobiłyśmy. Jeżeli mamy wprawę w szydełkowaniu, a błąd nie jest bardzo poważny, można przerobić wzór na swoje potrzeby. Czyli na przykład, jeżeli okazało się, że zamiast półsłupków robiłyśmy cały czas słupki, a zabawka wciąż wygląda ciekawie (może nawet bardziej niż w oryginale) i wypełnienie nie będzie wyłazić (obdarowane dziecko nie naje się poliestru...), nie prujemy, ale szydełkujemy dalej!

  • Druga opcja to sprucie i naprawienie błędu.


Niestety prawda o mnie jest taka, że częściej korzystam z tej drugiej opcji.

Jakieś cztery lata temu (czyli kiedy na dobre rozhulała się moja pasja) byliśmy z Pawłem na dwutygodniowych rekolekcjach (oprócz nas jeszcze prawie 100 innych osób), podczas których próbowałam zrobić sobie czapkę. Nie znałam wtedy patentu na to, jak zrobić idealnie płaskie kółko, więc... robiłam i prułam. Robiłam znowu i znowu prułam.
Pod koniec ktoś mnie zapytał, kiedy rozdam wszystkim te czapki, które dla nich robiłam przez cały pobyt...

Odkąd urodziła się Gabi (niedługo stukną dwa lata), szydełkuję zawzięcie dzień w dzień, więc jest mi trochę łatwiej. Zrobiłam przez ten czas na pewno kilkadziesiąt zabawek. Setki (!) innych zaczęłam, a potem sprułam. Wiem mniej więcej, jak naprawić to, co nie wychodzi. Zdarza się, że modyfikuję zabawkę w trakcie pracy, żeby nie pruć. Czasem (!) daje to nawet ciekawe efekty. Innym razem idzie do sprucia.

Pruję, gdy:
  • wzór jest źle napisany (wtedy jest to bardzo irytujące, bo pruję wiele razy, zanim stwierdzę, że to na pewno wzór)
  • zrobię coś inaczej niż we wzorze
A kiedy robię według własnego pomysłu, bez litości pruję:
  • bo odkrywam, że to, co robię, nie wygląda jednak tak, jak w moim wyobrażeniu
  • kiedy zmienia mi się koncepcja w trakcie pracy (bardzo często, niestety)
  •  
Przyznaję, widok kurczącej się robótki, w którą włożyłam przecież sporo wysiłku, nie działa motywująco. Zanim szydełko na dobre mnie wciągnęło, nie raz rzucałam całą pracę w kąt na miesiące! Teraz tłumaczę sobie: "ok, zaraz to naprawisz" i jadę dalej. Wiem, że to działa. Że dzięki temu mogę mieć coś, co naprawdę będzie mi się podobać. Albo że zabawka, którą robię dla kogoś, naprawdę sprawi komuś radość. Dlatego namawiam Was, żebyście jednak nie rzucały Waszych prac w kąt! Dajcie im jeszcze jedną szansę, naprawdę mogą Was pozytywnie zaskoczyć! W końcu zainwestowałyście w to już czas, więc warto jeszcze chwilę się pomęczyć, żeby mieć efekt. I na koniec: nikt nie urodził się z szydełkiem w ręku. Każdy na początku się myli, robi jedne oczka wielkie, inne malutkie, pomija fragmenty wzoru i frustruje się, że nic mu nie wychodzi. Dobra wiadomość jest taka, że to mija :). Po stu sprutych zabawkach każdy zaczyna śmigać jakby był stworzony do szydełkowania. ;)

Dziewczyny, jak Wam idą prace? Może któraś z osób dłużej szydełkujących podzieli się swoimi doświadczeniami w temacie poprawek i prucia?
Życzę Wam wszystkim dobrego wieczoru!
Monika

Ps. Na zdjęciu dwa misie: pierwszy był wielokrotnie pruty i poprawiany, a drugi.. cóż, nadal szuka swojego docelowego kształtu...

poniedziałek, 17 marca 2014

sówka cz.2 jak zrobić skrzydełka





Witajcie!

Po pierwsze: bardzo dziękuję za liczne odwiedziny w pierwszym poście dotyczącym naszego wspólnego szydełkowania. Bardzo się cieszę, że powstają nowe sówki. Już nie mogę się ich doczekać!
Dzisiaj zajmiemy się skrzydełkami, a w środę sprawimy, żeby szeleściły.

piątek, 7 marca 2014

misie (piątkowe prace w toku)

To straszne, jak umykają mi dni. Mam wrażenie, że nic nie robię, tylko wrzucam posty piątkowe. Na szczęście od poniedziałku zaczynamy szydełkować naszą sówkę, to będzie post w inny dzień ;).

Dzisiaj nie będę się rozgadywać - pokażę misie, nad którymi pracuję. Jeden z nich został zamówiony do unikatowej kolekcji misiów (!) pewnej pani, a drugi powstał przy okazji ;).
Ten, który jest prawie skończony wszedł w najtrudniejszą fazę - jak przełożyć język maili, czyli to, co dostałam w opisie, na pyszczek misia? Staram się najlepiej jak umiem. Mam nadzieję, że uda mi się sprostać oczekiwaniom! A jeśli jeszcze nie za tym razem (to już któryś z kolei wyraz pyszczka - najpierw prułam sama, potem po konsultacjach z przyszłą właścicielką), to za kolejnym :).


Przepraszam, że zdjęcia takie ciemne. Od kilku miesięcy zastanawiam się, czy kupić profesjonalne oświetlenie i pewnie już niedługo mnie na tym myśleniu zastanie lato... może macie jakieś doświadczenia?

poniedziałek, 3 marca 2014

Sowa - kto chętny na szydełkowanie?!

Witajcie! Dawno nie było na blogu gotowych zabawek, prawda? To dzisiaj przedstawiam maskotkę, którą zrobiłam w grudniu dla synka mojej bliskiej koleżanki.

Sówka grzechocze (brzuszkiem) i szeleści skrzydełkami, ma duże kontrastowe oczy, dużo tasiemek do miętolenia i... no, czy nie jest słodka? Myślę, że to super pomysł na prezent, np. na baby shower lub kiedy idziemy odwiedzić jakiegoś maluszka.

A wiecie, co jest najlepsze? Moja koleżanka postanowiła zrobić podobną dla swojej koleżanki i jej maleństwa :). A ponieważ jeszcze nigdy nie robiła na szydełku, a mieszka w innym mieście, umówiłyśmy się na "kurs" internetowy. I tu moje pytanie: czy ktoś z Was dołączy do naszego klubu?? W programie są filmiki pokazujące (nie wiem, czy nie zbyt nieudolnie ;)), jak zacząć i wszystkie wskazówki potrzebne do ukończenia sówki.

Nie potrzebujemy wielkich sprzętów, tylko: szydełko, włóczkę, wypełnienie, tasiemki i kilka innych drobiazgów, które pewnie macie w domu. Ja moją sówkę robiłam szydełkiem nr 7, ale można z powodzeniem użyć mniejszego szydełka i cieńszej włóczki.

Sówkę można ukończyć w jeden wieczór (sprawnie szydełkując lub rozbić na raty i tak zrobimy my) i świetnie nadaje się na pierwszy projekt, bo do jej wykonania potrzebujemy tylko 2 umiejętności: łańcuszek i półsłupek (ewentualnie słupki na oczy, ale można zrobić filcowe). Ktoś chętny? Dajcie koniecznie znać w komentarzu. Początek "mini-kursu": poniedziałek, 10.03.2014.





piątek, 21 lutego 2014

Piątkowe prace w toku - miś


Patrząc na mój blog, można by niemal odnieść wrażenie, że jestem największym obibokiem pod słońcem. A nie jestem - i nawet mam na to dowody ;).

Na jutro przygotowałam obiecany post o rozwiązaniach graficznych związanych z blogowaniem. Poza tym - pracuję nad misiem. Ba, uważny obserwator dostrzeże, że nawet nad dwom (moje misie nie mają zazwyczaj 4 stóp)! To już chyba przynajmniej 4 i 5 miś z tej serii, choć niestety robiłam je w dużych odstępach czasowych i musiałam na nowo wymyślać wzór (bo - jak to ja - a to nie mam spisanego, a to wymyślam ulepszenia...). Ale w każdym razie miło mi się szydełkowało i mam nadzieję, że zamawiająca go osoba też będzie zadowolona.
Poza tym mam jeszcze rozpoczętą lalę. No i oczywiście kończę biednego konika z ostatniego posta. Słowem: dzieje się!
Dobrej nocy i zrelaksowanego weekendu!

piątek, 14 lutego 2014

pierwszy Piątek za kulisami... czyli KIEDY NIE MA WENY...



Dzień dobry Wszystkim Kochanym Czytelnikom, jak Wam mija tydzień? To znaczy, jak plany na weekend, chciałam napisać?
Pamiętam, że pisałam tutaj kiedyś, że weekendy odmierzam powrotami Pawła z pracy. Chwilowo sytuacja się zmieniła, raz dlatego, że pracuję i odliczanie odbywa się teraz inaczej, a dwa, że ... co drugi weekend biegam teraz na kurs tworzenia stron www, co mi go Unia zasponsorowała (to zaledwie 5 weekendów, ale rytm się trochę pozmieniał).
Mam nadzieję, że kurs przełoży się jakoś ładnie na mój blog, a zanim to się stanie... pomyślałam sobie, że piątki to dobry czas, żeby podzielić się tym, co się u mnie wyrabia. Co powiecie? Piątki za kulisami domu za końcem świata?

No to do dzieła...

Szydełkowy Konik. Prawdę mówiąc, robię go już od tak wielu wieków, że nawet wstyd mi o tym wspominać. Ma być wyjątkowy, bo dla wyjątkowej Osoby... i trochę jestem onieśmielona, co z tego konika wyjdzie, więc trzymajcie proszę kciuki!

Jak widać, większość już zrobiłam, co oznacza, że zbliżam się do punktu, w którym zazwyczaj tracę wiarę w siebie i nadzieję, że moja zabawka przybliży się choć trochę do obrazu, który miałam w głowie, kiedy zaczynałam ją robić.
 Czasem ten punkt łączy się niebezpiecznie z innym punktem, który nazywa się "jest po 22, Gabi niedługo się obudzi, nic mi się nie chce, dajcie mi poduszkę..." i wiecie co? Zdarzyło mi się to już kilka razy i wiem, że pewnie jeszcze niejeden raz przede mną, że usiadłam mówiąc sobie: "trudno, nie masz weny, ale trzeba spróbować" i... to działało! Na przykład, kiedy robiłam tę lalę - i byłam na etapie: lala gotowa, szary płaszczyk z wiszącymi nitkami, reszty brak - usiadłam totalnie zniechęcona, że lala miała wyglądać inaczej, że nic z tego, a przecież obiecałam ją na nagrodę w candy - zaczęłam przymierzać guziki i... nagle coś zrobiło "klik" i już wiedziałam, jak dalej. I już miałam siły i wenę i radość :). Ba, radość to miałam potem przez 3 dni :D. W zasadzie, jak o tym teraz myślę, to kącikami ust już się uśmiecham ;).
Dlatego trzymajcie, proszę, kciuki za konika!



Ps. Jeżeli lubicie takie grafiki jak na górze postu i chcecie mieć takie / podobne u siebie na blogu, zajrzyjcie do mnie za kilka dni - szykuję post o stronach, na których można znaleźć lub przygotować darmowe grafiki na blog. A jeżeli macie takie swoje ulubione miejsca, to napiszcie mi proszę koniecznie w komentarzu!

*Work In Progress - projekty w toku

sobota, 21 grudnia 2013

Lalka w wersji zimowej

Jeśli jeszcze raz napiszę, że bardzo Wam dziękuję za wszystkie komentarze w Candy, to się okrutnie powtórzę, ale trudno. Nadal mam z tego frajdę i już ubieram w myślach kolejne lale ;). A bohaterka rozdania została ubrana tak: gruby szary płaszcz z guziolami (dzięki, Jarecka), czapkę, szalik i skarpeciochy.

Lala spędzi ten weekend na poczcie, ale jest ciepło ubrana, więc mam nadzieję, że nie będzie narzekać na producenta jak dotrze do swojej nowej właścicielki ;).



Zdradzę Wam sekret, że lala zwiedziła moją pracę, robiąc tam trochę szumu. Moja koleżanka zrobiła jej nawet zdjęcie cyfrówką, ale niestety nie miałyśmy tam przygotowanego tła na sesję (dziwne, nie?), a moje zdolności w kwestii obrabiania zdjęć to dopiero podstawówka... W każdym razie, mam nadzieję, że się spodoba, bo muszę się przyznać, że pierwszy raz tak trudno było mi się rozstać z jakąś pracą.

No dobra, a teraz wiecie co robi mama małego Szkraba na 3 dni przed Wigilią w czasie drzemki (zostało ok. 30 min)? Idzie szydełkować ;))).

wtorek, 3 grudnia 2013

światło?

Na pytanie, co jest potrzebne do dobrego zdjęcia, każdy przeczytany przeze mnie ostatnio poradnik odpowiada krótko: światło. Światło najlepiej dzienne. W takim razie, proszę bardzo, nie narzekając na warunki atmosferyczne, szerokość geograficzną, konieczność wybywania do pracy w porach, które pozwalają choć pomarzyć o tym trudno dostępnym dobru... moje dzisiejsze "work in progress", zdjęcie z drogi, właściwie z przystanku. Kończę kolejnego misia. Zostało mi tylko poprawić oczy, dopchać nosek (zabrakło wypełnienia) i schować resztki nitek.
Bardzo powoli robię też konika, bo obiecałam pewnemu maluszkowi i nie chciałam go robić w tramwaju (co wiele utrudnia). A w tramwaju to inna historia... jedna zabawka goni drugą.

Mam dziwne przeczucie, że to zdjęcie zapoczątkuje nową erę zdjęć z telefonu na blogu. Trudno, albo się ma zdjęcia na miarę możłiwości, albo się nie ma zdjęć... A może poradzicie coś odnośnie doświetlania zdjęć w domu? Ktoś ma doświadczenia z namiotem bezcieniowym? Z lampami? Na statywach? Błyskowymi (no, przypuszczam, że te znacznie przekroczą mój budżet)? Napiszcie, proszę, nawet jeśli minie już trochę czasu od publikacji tego postu, a przypadkiem tu zajrzycie :). Z góry dziękuję :).

A, i jeszcze muszę to napisać... zanim pierwszy raz wyciągnęłam szydełko w tramwaju, zastanawiałam się, jakie będą reakcje. I jak dotąd, spotkałam tylko te pozytywne. Na przykład dziś pewna pani siedząca za mną, rozpoczęła ze mną bardzo miłą rozmowę, w trakcie której okazało się, że pani ma za sobą produkcję... 700 skarpetek - ozdób choinkowych :). Na trzech drucikach pani wymachała! No, jak tu się nie uśmiechać szerzej, kiedy się takich pozytywnych ludzi spotyka :).

piątek, 29 listopada 2013

zdjęcia robią różnicę...

Bardzo dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Czytanie tego, w co byście ubrały lalę, daje mi dużo radości :). Najchętniej rzuciłabym wszystko inne i wyszydełkowała od razu całą garderobę ;). Sama jestem ciekawa, co wyjdzie z mojego inspirowania się Waszymi pomysłami!


Jakiś czas temu pokazałam misia. Dzisiaj kilka słów zza sceny...

Miś jest prostą maskotką pod względem wykonania, nie ma tu specjalnie skomplikowanych elementów. Dlatego zdziwiłby się ten, kto by pomyślał, że... "siadłam i machnęłam"...
Nosek wyszywałam minimum sześć razy. Oczy pewnie kolejne sześć.
Ciężko czasem osiągnąć jakkolwiek zadowalający efekt końcowy. Ale staram się, żeby moje zabawki wyglądały tak, żebym nie musiała się ich wstydzić na blogu. Dlatego siedzę i pruję ;)...

Druga rzecz, to... zdjęcia. Że zdjęcia dla blogerki, która robi zabawki, to jedna z najważniejszych rzeczy, nie muszę pisać. Oczywiście robię ich dużo, przesiewam, odsiewam... i tak ostatnio w tym procesie tkwiąc, odkryłam, że misiowi podczas sesji zrobiłam ... jajowatą głowę! Myślę, że stało się tak dlatego, że podeszłam za blisko (oparłam ręce na stole, na którym siedział miś). Pewnie dużo lepszy efekt uzyskałabym stawiając aparat na statywie (którego nie mam) i przybliżając obraz.

 Powyżej jeszcze dodatkowo coś wjechało w kadr z prawej strony... oczywiście można by to wyciąć.


Na niektórych zdjęciach miś ma jeszcze wielki nos. Jak patrzę na niektóre zdjęcia (mam ich więcej ;)), to mi się wydaje, że tak było lepiej. Ale może to dlatego, że miś patrzy w dół. Na żywo jednak chyba lepiej wygląda z mniejszym...
Poniżej pokazuję, jak miś nie wyglądał (zwróćcie uwagę na głowę w porównaniu ze zdjęciami, które są na dole postu).

Tak miś wygląda naprawdę (pokazywałam już w w jednym z poprzednich postów):


czwartek, 7 listopada 2013

Craftujemy dla Hospicjium Cordis?

Pamiętacie zeszłoroczną akcję Craftujemy dla Hospicjum Cordis? W ubiegłym roku było o niej głośno. W tym roku jest ciszej, ale z tego co wiem, w tej ciszy dzieją się wielkie rzeczy. W zeszłym tygodniu widziałam, że do akcji zgłosiło się ponad 30 osób. Czasu jest mało, bo do 15.11. trzeba wysłać gotową rzecz (maskotkę, biżuterię, jakiś własnoręcznie wykonany produkt, który albo stanie się prezentem dla dzieci, albo zostanie sprzedany na aukcji i zasili hospicjum), ale jeżeli macie możliwość... to tutaj jest więcej szczegółów. Nie będę pisać, że zachęcam, bo to oczywiste. Jeżeli będziecie miały możliwości, to na pewno zajrzycie.


A Miś już się szykuje do podróży...

środa, 30 października 2013

Kolorów mi trzeba!

Jechałam przed chwilą autobusem, patrzyłam na te kolorki i nie mogłam oprzeć się myśli, że świat jest piękniejszy ;). Taka myśl. Czy Wam też tak potrzeba koloru? Dla mnie te włóczki to jak taniec na łące na boso wśród traw. Energia i radość :). Miłego dnia!
Ps. Jak widać, pokazywany króliczek (w projektach w toku) przechodzi kolejną metamorfozę. Odprułam mu nogi i uszy... kto wie, co będzie dalej ;).

sobota, 19 października 2013

chwile

W moim mieście jest w pewnym miejscu taka reklama sklepu z drukarkami, na której jest krowa. Na dole małym drukiem jest dopisane, że krowa na banerze nie ma specjalnego celu, została umieszczona dla poprawy humoru. Tak jest i z żyrafą w tym poście ;).

Mam tyle pomysłów na to, co chciałabym tu wrzucić... gdyby tylko mogły się same realizować...

Widać po blogu, że wróciłam do pracy. Wiem, że wiele osób mnie rozumie i bardzo tym osobom dziękuję! Za cierpliwość i za wsparcie mailowe!
Niby nie mam dużo do ogarnięcia, tylko praca, dom i Gabunia (przy czym ostatnie dwie rzeczywistości do spółki z P., który jest bardzo kochany pod tym względem), ale i tak jestem zabiegana. Moja mama nie wierzyła, aż pomieszkała z nami tydzień i teraz już rozumie :).
Poza wszystkim, mam takie poczucie, że nie chcę tracić chwil, które mam z Gabi. Kiedyś spojrzałam na nią i pomyślałam sobie: "O rany, już prawie cała trójka jej wyszła. Kiedy to się stało? Ostatnio widać było, że się przebija.." I naszło mnie, że co ja tu robię? Zamiast siedzieć i patrzeć, jak mojemu dziecku rosną zęby :)).
Staram się - na ile się da - nie tracić chwil. Świadomie być z nią. Na szczęście coraz więcej rzeczy możemy robić razem. Na przykład ostatnio zamiatałyśmy, tzn. ja zamiatałam, a Gabi trzymała szufelkę, którą potem szłyśmy razem opróżnić... chciałabym Wam pokazać to poczucie misji i szczęścia na buzi Gabika!
Pranie to już obowiązkowo Gabi robi ze mną. Przekłada wszystko z worka na pranie do pralki. A po skończonym wyjmuje. Czasem też dorzuca niepostrzeżenie coś w innym kolorze ;). Uwielbiam te chwile...
Na froncie handmade mam baaardzo dużo rzeczy, które potrzebują jeszcze kilku spokojnych chwil na wykończenie. Mam świadomość, że to może jeszcze poczekać...
To tyle u mnie. Gdybyście miały / mieli ochotę napisać, jak u Was wygląda godzenie codzienności ze świadomym byciem razem z tymi, którzy są najważniejsi, to śmiało :).


Ps. Na zdjęciu oczywiście żyrafa (oczywiście nie dlatego, że nie wiecie, co to jest, tylko już tradycyjnie zostawiam sobie żyrafy na takie posty jak dziś, bo znacie je aż za dobrze i chyba nic nowego na ich temat nie napiszę). Już dawno temu poleciała do małego Stasia (był wtedy jeszcze w brzuchu mamy).
Ps 2. Z tego wszystkiego zapomniałam dodać, że tło dla żyrafy jest takie nie dlatego, że mi się nie chciało w obiektyw popatrzeć i sprawdzić, co za żyrafą leży, tylko jest to ochraniacz na łóżeczko Gabi, który jej własnoręcznie uszyłam. Jednak ma tyle niedociągnięć, że na blogu zagościć mógł tylko w towarzystwie...

wtorek, 8 października 2013

dziś są bloga urodziiiny


Dzisiaj mój blog kończy 3 lata ;).
Akurat ten ostatni rok to m.in. mój powrót do pracy, więc i rzadsze blogowanie, ale wierzę, że najlepsze dni bloga wciąż przed nami... mam wiele pomysłów i planów.
Za kilka dni pojawię się z corocznym candy. A tymczasem... wybaczcie mi, ale naprawdę muszę uciekać. Gabi wie już, co to znaczy mieć swoje własne zdanie :]
Ps. Miś szydełkowy - co tu więcej mówić... aha, może to, że oczy na zdjęciu wyglądają jak koraliki / safety eyes, ale w rzeczywistości są wyszyte.

niedziela, 1 września 2013

Projekty w toku

Pomyślałam sobie, że odezwę się, żeby było wiadomo, co u mnie.
Zawsze mam wyrzuty sumienia, że mimo że szydełko ciągle u mnie w ruchu, to blog milczy. Prawda jest taka, że odkąd wróciłam do pracy, szydełkuję jak najęta kiedy tylko mogę, czyli w tramwaju / autobusie / na przystankach... i w niedzielę na drzemce, ale... nie mam siły na robienie zdjęć i pisanie. Nie mogę powiedzieć, że nie mam czasu, tyle to na pewno bym znalazła... tylko po całym tygodniu brakuje mi energii...
A teraz mam urlop i ... no cóż, jak się ma małego Szkraba, to się nie pośpi rano, a wieczorem internet kusi poszukiwaczy inspiracji i... ciągle jestem zmęczona ;). Ale dzisiaj na szybko zrobiłam zdjęcie "projektów w toku" (a chwilę później mały Szkrab wparował na plan zdjęciowy).
Żyję. Pracuję. Szydełkuję. Mam się dobrze :).
Pozdrawiam gorąco wszystkich podczytywaczy oraz Obserwatorów (właśnie dzisiaj licznik stuknął magiczny numer 200 :) i to dla osoby, która piękne rzeczy szydełkuje :)). Bardzo mi miło, że do mnie zaglądacie. Bez Was na pewno nie byłoby tego bloga.


Zdjęcia nie najlepsze, ale gdybym czekała na to, aż zrobię lepsze, to znów długo na blogu byłaby cisza. Czasem jednak trzeba przyznać, że lepsze jest wrogiem dobrego...

wtorek, 27 sierpnia 2013

długo oczekiwana lala

Ta lala ma baardzo długą historię. Pod koniec zeszłego roku zobaczyłam lalę z tego wzoru u Crochet Bee (autorski projekt). Napisałam komentarz, że chętnie bym przetestowała ten wzór i Kasia się zgodziła. Tyle tylko, że... myślałam, że ta lala będzie jakieś 5 razy mniejsza ;) Dlatego zamiast tydzień robiłam ją... pół roku. W międzyczasie skonsultowałyśmy z Kasią kilka rzeczy, kilka rzeczy zmieniłam i.. nareszcie jest! 

Oprócz lali chciałam przedstawić tu kogoś ważniejszego. Lala powstała na aukcję dla Oliwki Lisewskiej, Walecznej Dziewczynki (córeczki z rodziny mojej przyjaciółki), która wygrała walkę z rakiem. Mimo to musi jeździć co 3 miesiące do Niemiec na konsultacje (koszt to, jeśli się nie mylę, ok. 6 tys. euro za wizytę). Jeśli będę wiedzieć coś więcej o licytacji, na pewno tu napiszę :).







LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...