Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowe zwierzaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowe zwierzaki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2013

światło?

Na pytanie, co jest potrzebne do dobrego zdjęcia, każdy przeczytany przeze mnie ostatnio poradnik odpowiada krótko: światło. Światło najlepiej dzienne. W takim razie, proszę bardzo, nie narzekając na warunki atmosferyczne, szerokość geograficzną, konieczność wybywania do pracy w porach, które pozwalają choć pomarzyć o tym trudno dostępnym dobru... moje dzisiejsze "work in progress", zdjęcie z drogi, właściwie z przystanku. Kończę kolejnego misia. Zostało mi tylko poprawić oczy, dopchać nosek (zabrakło wypełnienia) i schować resztki nitek.
Bardzo powoli robię też konika, bo obiecałam pewnemu maluszkowi i nie chciałam go robić w tramwaju (co wiele utrudnia). A w tramwaju to inna historia... jedna zabawka goni drugą.

Mam dziwne przeczucie, że to zdjęcie zapoczątkuje nową erę zdjęć z telefonu na blogu. Trudno, albo się ma zdjęcia na miarę możłiwości, albo się nie ma zdjęć... A może poradzicie coś odnośnie doświetlania zdjęć w domu? Ktoś ma doświadczenia z namiotem bezcieniowym? Z lampami? Na statywach? Błyskowymi (no, przypuszczam, że te znacznie przekroczą mój budżet)? Napiszcie, proszę, nawet jeśli minie już trochę czasu od publikacji tego postu, a przypadkiem tu zajrzycie :). Z góry dziękuję :).

A, i jeszcze muszę to napisać... zanim pierwszy raz wyciągnęłam szydełko w tramwaju, zastanawiałam się, jakie będą reakcje. I jak dotąd, spotkałam tylko te pozytywne. Na przykład dziś pewna pani siedząca za mną, rozpoczęła ze mną bardzo miłą rozmowę, w trakcie której okazało się, że pani ma za sobą produkcję... 700 skarpetek - ozdób choinkowych :). Na trzech drucikach pani wymachała! No, jak tu się nie uśmiechać szerzej, kiedy się takich pozytywnych ludzi spotyka :).

piątek, 29 listopada 2013

zdjęcia robią różnicę...

Bardzo dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Czytanie tego, w co byście ubrały lalę, daje mi dużo radości :). Najchętniej rzuciłabym wszystko inne i wyszydełkowała od razu całą garderobę ;). Sama jestem ciekawa, co wyjdzie z mojego inspirowania się Waszymi pomysłami!


Jakiś czas temu pokazałam misia. Dzisiaj kilka słów zza sceny...

Miś jest prostą maskotką pod względem wykonania, nie ma tu specjalnie skomplikowanych elementów. Dlatego zdziwiłby się ten, kto by pomyślał, że... "siadłam i machnęłam"...
Nosek wyszywałam minimum sześć razy. Oczy pewnie kolejne sześć.
Ciężko czasem osiągnąć jakkolwiek zadowalający efekt końcowy. Ale staram się, żeby moje zabawki wyglądały tak, żebym nie musiała się ich wstydzić na blogu. Dlatego siedzę i pruję ;)...

Druga rzecz, to... zdjęcia. Że zdjęcia dla blogerki, która robi zabawki, to jedna z najważniejszych rzeczy, nie muszę pisać. Oczywiście robię ich dużo, przesiewam, odsiewam... i tak ostatnio w tym procesie tkwiąc, odkryłam, że misiowi podczas sesji zrobiłam ... jajowatą głowę! Myślę, że stało się tak dlatego, że podeszłam za blisko (oparłam ręce na stole, na którym siedział miś). Pewnie dużo lepszy efekt uzyskałabym stawiając aparat na statywie (którego nie mam) i przybliżając obraz.

 Powyżej jeszcze dodatkowo coś wjechało w kadr z prawej strony... oczywiście można by to wyciąć.


Na niektórych zdjęciach miś ma jeszcze wielki nos. Jak patrzę na niektóre zdjęcia (mam ich więcej ;)), to mi się wydaje, że tak było lepiej. Ale może to dlatego, że miś patrzy w dół. Na żywo jednak chyba lepiej wygląda z mniejszym...
Poniżej pokazuję, jak miś nie wyglądał (zwróćcie uwagę na głowę w porównaniu ze zdjęciami, które są na dole postu).

Tak miś wygląda naprawdę (pokazywałam już w w jednym z poprzednich postów):


czwartek, 7 listopada 2013

Craftujemy dla Hospicjium Cordis?

Pamiętacie zeszłoroczną akcję Craftujemy dla Hospicjum Cordis? W ubiegłym roku było o niej głośno. W tym roku jest ciszej, ale z tego co wiem, w tej ciszy dzieją się wielkie rzeczy. W zeszłym tygodniu widziałam, że do akcji zgłosiło się ponad 30 osób. Czasu jest mało, bo do 15.11. trzeba wysłać gotową rzecz (maskotkę, biżuterię, jakiś własnoręcznie wykonany produkt, który albo stanie się prezentem dla dzieci, albo zostanie sprzedany na aukcji i zasili hospicjum), ale jeżeli macie możliwość... to tutaj jest więcej szczegółów. Nie będę pisać, że zachęcam, bo to oczywiste. Jeżeli będziecie miały możliwości, to na pewno zajrzycie.


A Miś już się szykuje do podróży...

środa, 30 października 2013

Kolorów mi trzeba!

Jechałam przed chwilą autobusem, patrzyłam na te kolorki i nie mogłam oprzeć się myśli, że świat jest piękniejszy ;). Taka myśl. Czy Wam też tak potrzeba koloru? Dla mnie te włóczki to jak taniec na łące na boso wśród traw. Energia i radość :). Miłego dnia!
Ps. Jak widać, pokazywany króliczek (w projektach w toku) przechodzi kolejną metamorfozę. Odprułam mu nogi i uszy... kto wie, co będzie dalej ;).

sobota, 19 października 2013

chwile

W moim mieście jest w pewnym miejscu taka reklama sklepu z drukarkami, na której jest krowa. Na dole małym drukiem jest dopisane, że krowa na banerze nie ma specjalnego celu, została umieszczona dla poprawy humoru. Tak jest i z żyrafą w tym poście ;).

Mam tyle pomysłów na to, co chciałabym tu wrzucić... gdyby tylko mogły się same realizować...

Widać po blogu, że wróciłam do pracy. Wiem, że wiele osób mnie rozumie i bardzo tym osobom dziękuję! Za cierpliwość i za wsparcie mailowe!
Niby nie mam dużo do ogarnięcia, tylko praca, dom i Gabunia (przy czym ostatnie dwie rzeczywistości do spółki z P., który jest bardzo kochany pod tym względem), ale i tak jestem zabiegana. Moja mama nie wierzyła, aż pomieszkała z nami tydzień i teraz już rozumie :).
Poza wszystkim, mam takie poczucie, że nie chcę tracić chwil, które mam z Gabi. Kiedyś spojrzałam na nią i pomyślałam sobie: "O rany, już prawie cała trójka jej wyszła. Kiedy to się stało? Ostatnio widać było, że się przebija.." I naszło mnie, że co ja tu robię? Zamiast siedzieć i patrzeć, jak mojemu dziecku rosną zęby :)).
Staram się - na ile się da - nie tracić chwil. Świadomie być z nią. Na szczęście coraz więcej rzeczy możemy robić razem. Na przykład ostatnio zamiatałyśmy, tzn. ja zamiatałam, a Gabi trzymała szufelkę, którą potem szłyśmy razem opróżnić... chciałabym Wam pokazać to poczucie misji i szczęścia na buzi Gabika!
Pranie to już obowiązkowo Gabi robi ze mną. Przekłada wszystko z worka na pranie do pralki. A po skończonym wyjmuje. Czasem też dorzuca niepostrzeżenie coś w innym kolorze ;). Uwielbiam te chwile...
Na froncie handmade mam baaardzo dużo rzeczy, które potrzebują jeszcze kilku spokojnych chwil na wykończenie. Mam świadomość, że to może jeszcze poczekać...
To tyle u mnie. Gdybyście miały / mieli ochotę napisać, jak u Was wygląda godzenie codzienności ze świadomym byciem razem z tymi, którzy są najważniejsi, to śmiało :).


Ps. Na zdjęciu oczywiście żyrafa (oczywiście nie dlatego, że nie wiecie, co to jest, tylko już tradycyjnie zostawiam sobie żyrafy na takie posty jak dziś, bo znacie je aż za dobrze i chyba nic nowego na ich temat nie napiszę). Już dawno temu poleciała do małego Stasia (był wtedy jeszcze w brzuchu mamy).
Ps 2. Z tego wszystkiego zapomniałam dodać, że tło dla żyrafy jest takie nie dlatego, że mi się nie chciało w obiektyw popatrzeć i sprawdzić, co za żyrafą leży, tylko jest to ochraniacz na łóżeczko Gabi, który jej własnoręcznie uszyłam. Jednak ma tyle niedociągnięć, że na blogu zagościć mógł tylko w towarzystwie...

wtorek, 8 października 2013

dziś są bloga urodziiiny


Dzisiaj mój blog kończy 3 lata ;).
Akurat ten ostatni rok to m.in. mój powrót do pracy, więc i rzadsze blogowanie, ale wierzę, że najlepsze dni bloga wciąż przed nami... mam wiele pomysłów i planów.
Za kilka dni pojawię się z corocznym candy. A tymczasem... wybaczcie mi, ale naprawdę muszę uciekać. Gabi wie już, co to znaczy mieć swoje własne zdanie :]
Ps. Miś szydełkowy - co tu więcej mówić... aha, może to, że oczy na zdjęciu wyglądają jak koraliki / safety eyes, ale w rzeczywistości są wyszyte.

niedziela, 28 lipca 2013

konik

I znów kolejny tydzień za mną. Niesamowite, jak to umyka. Po pracy właściwie nie włączam komputera. Widocznie to uzależnienie nie było takie duże. Albo zastąpiłam je innym, włóczkowym :). Na tym froncie praca wre. Nazbierało się kilka rzeczy do pokazania, pierwsza z nich to konik. Powstał całkowicie w podróży. Nie wiem, czy Was raczyć takimi opowieściami jak rozpruwanie poduszki na przystanku, przy pięknym wschodzie słońca... ;) Prezent dla Emilki, której radość to wiatr w moje żagle.. sami wiecie, jak to jest :) Do następnego spotkania!


poniedziałek, 27 maja 2013

post przeterminowany, przeczytajcie, żeby nie było mu smutno ;)


Znalazłam post mocno przeterminowany. Nie wiem, czemu go nie wrzuciłam, chyba czas mi tak mi zleciał, że ciągle mi się wydawało, że dopiero co go pisałam i nic się nie stanie, jak wrzucę „jutro”... Zatem proszę, tak było u mnie 2 tygodnie temu:


A teraz od tygodnia pracuję i... wcale nie jest źle :). Jestem spokojna, bo Gabi jest z tatą przez 3 tygodnie, a potem będzie jeszcze trochę ze mną. Ale powrót do pracy był dużo łatwiejszy niż myślałam. Może dlatego, że jak wracam z pracy, staję w progu i słucham, jak P. czyta:

"Kłapouchy wyciągnął ogon z wody i zaczął nim wymachiwać na prawo i na lewo.
- Tak jak przewidywałem - powiedział - mój ogon został pozbawiony wszelkiego czucia. Zdrętwiał. Ot, co się stało. Zdrętwiał zupełnie.
- Biedny Kłapouniu, ja ci go osuszę i rozetrę - powiedział Krzyś. Wyjął chusteczkę do nosa i wytarł nią mokry ogon.
- Dziękuję ci, Krzysiu! Ty jeden, mam wrażenie, rozumiesz się tu trochę na ogonach. Tamci nie zastanawiają się nad tym, ot, co można o nich powiedzieć. Oni po prostu nie mają wyobraźni. Ogon to dla nich nie ogon, tylko Mały Dodatkowy Kawałeczek przyczepiony z tyłu.
- To nic, Kłapouszku - rzekł Krzyś wycierając go z całych sił. - Czy już mu lepiej?
- Już bardziej czuję, że go mam. Czuję, że on znów do mnie Należy."
(A.A.Milne, Kubuś Puchatek)

A potem Szkrab idzie spać, a ja dostaję obiad :).
***
Teraz przynajmniej wiecie, jak wyglądał mój powrót do pracy. Nie było się czego bać! Uff... A wiecie co? Teraz znowu mam urlop ;). Mój szef skwitował to: "Tak to można pracować, miesiąc w roku.." Ale jak wrócę, to już na amen ;). Teraz mam miesiąc, żeby nauczyć się planować nasze posiłki i gotować je dzień wcześniej. Bo jak widzicie, przez ostatnie trzy tygodnie po powrocie z pracy czekało na mnie ciepłe jedzonko. Szkoda, że Paweł musiał wrócić do pracy ;) Dlatego zmykam... robić obiad.


Ps. Nie mam pasujących do tematu zdjęć, a żyrafki to takie wdzięczne stworzenia... mam nadzieję, że jeszcze się Wam nie znudziły (chyba jeszcze nie, sądząc po mailach, za które bardzo dziękuję!).

wtorek, 2 kwietnia 2013

o prezentach od losu i dobrych duszach

pattern: Marike van Loo
"projekt 30" uważam za rozpoczęty ;). Wczoraj rozpoczął się mój ostatni miesiąc z Gabi w domu. Odliczam dni, a przy okazji muszę zorganizować wszystko wokół... Ale dzisiaj jeszcze chcę powspominać...
Kiedy przebiegam w myślach ten czas, który został mi wręczony jak nie jeden, ale wielka paka prezentów, kiedy myślę o tych wszystkich rzeczach, które były moim udziałem, to... nie potrafię się przestać śmiać do siebie samej :). Najpierw Gabik, jako mały Szkrabek w brzuchu, moja cała niepewność i prawdziwy cud (zdaniem lekarki), że ona żyje, potem pierwsze oznaki, że to JUŻ, wyprawa do szpitala, a potem już cała zawirowana rzeczywistość, która zmieniła nasze życie w bardziej intensywne, kolorowe i pełne śmiechu...Szkoda, że ten etap się kończy, ale pocieszam się przynajmniej myślą, że mam fajną pracę i może nie będzie tak źle ;). [O radości z faktu, że w ogóle mam pracę, nie wspomnę...] Wszystko się okaże w praniu, mam nadzieję, że będziecie ze mną w tym czasie, nawet jeśli będę się rzadziej pojawiać, zanim to  wszystko ogarnę.

Jedna z rzeczy, której się dowiedziałam, odkąd poszłam na zwolnienie w ciąży to fakt, że nie chcę rezygnować ani z rękodzieła, ani z bloga. To dla mnie niesamowita radość i zaszczyt być tutaj. Między innymi dzięki blogowaniu (i dzięki Beacie kochanej, ale ona też jest częścią tego blogowego świata) nie czułam się ani trochę wyobcowana na tym zakońcu, choć tak wiele osób ostrzegało, że po narodzinach przyjaciele będą się odsuwać, bo nie zrozumieją, że mój świat się zmienił. Miałam szczęście i niczego takiego nie doświadczyłam. Spotkałam za to, także wirtualnie, bardzo wiele dobrych, kochanych i kreatywnych dusz! Bardzo Wam za to dziękuję!
...i tak mi się w ten post o dobrych duszach wpisują zdjęcia kolejnego włóczkowego "pluszaka"... jeśli ktoś śledził paski postępu, to już wiedział, że narodziła się kolejna żyrafa... przed odlotem dostała ostatnie wskazówki od starszej zmechaconej koleżanki.
Ps. Zyrafki  wybrały się na party do Daisy.

sobota, 16 lutego 2013

niesłodki miś

Miś, który już dawno nie tylko powstał, ale nawet miał swoją premierę w sieci. Zamieszkał tu czyli w Kalinki Summerhouse i tam naprawdę doczekał się prawdziwej sesji zdjęciowej!
Miś miał być zrobiony dla nastolatki i dostałam taki wyznacznik, że ma mieć czarne oczy i NIE MA BYĆ SŁODKI ;). Jest bardzo czarny, co było dla mnie dodatkowym problemem, bo wypełnienie prześwitywało. Dlatego stópki i niektóre inne miejsca ma podszyte filcem.
U mnie tylko taka migawka, a po więcej zapraszam do Violi, bo naprawdę warto :)



In case You don't speak Polish - I try to translate it into English, but please excuse me if there are any mistakes:
I was asked to make a teddy bear with black eyes (that WASN'T SUPPOSED TO BE SWEET) for a teenage girl.
I had a little trouble with the combination of black yarn and white stuffing. Eventually I decided to put pieces of black felt between the yarn and stuffing and it helped. I couldn't make better fotos but Viola did a great job here (click).

piątek, 8 lutego 2013

dwie żyrafy za końcem świata

Żyrafy, które dzisiaj pokazuję mam w folderze z grudnia...takie mam niestety opóźnienia w publikacji... Ale obiecuję, że zaległości zmniejszę, bo... zgubiłam jedną część od ładowarki, w związku z czym chwilowo nie mam aparatu :((, więc pewnie pokażę, co tam na dnie szuflady czeka... Jedna z żyrafek (ta nowsza - patrz ostatnie zdjęcie. Ta bardziej zmechacona należy do Gabi) poleciała do Ani, a ja dostałam od niej śliczną apaszkę dla mojego Szkraba. Aniu, apaszka wzbudza zachwyt, gdzie się nie pojawi :).



no cóż, kochać to patrzeć w tym samym kierunku...




sobota, 8 grudnia 2012

Etui na telefon - renifer

Twój telefon zasługuje na trochę ciepła, zwłaszcza w święta ;).
To moje hasło na grudzień ;).
Mój kolejny autorski (jak mi się wydaje, przynajmniej jeszcze takiego nie widziałam) pomysł. Etui na telefon - renifer. Powiem nieskromnie, że bardzo mi się ten maluch spodobał :).



 


piątek, 23 listopada 2012

Szydełkowy konik, część druga

Konik. Chciałam coś napisać, bo moje posty ostatnio takie krótkie, ale... zabrakło weny. Ząbkujemy ;). Kto wie, o co chodzi, niech się ze mną łączy, a kto nie wie, niech trwa w błogiej niewiedzy. Ale i tak jest super z naszym małym Szkrabem :O). A konik szuka domu tutaj.


piątek, 16 listopada 2012

wygrałam, wygrałam... i konik, i takie tam...

Miałam się nie pokazywać na blogu, dopóki nie odrobię zaległości, np. nie pokażę wyróżnień, ale co tam. Właśnie się dowiedziałam, że wygrałam konkurs u Kury D i musiałam się pochwalić :). Przy okazji pokażę Wam zapowiedź kolejnego posta: szydełkowy konik. Długo myślałam nad oczami i nareszcie się zdecydowałam: wyhaftowane na filcu.






Przy okazji jeszcze raz lalka, która pewnie teraz leży gdzieś samotna w magazynie pocztowym ;). Przypatrzyłam się jej i wyrwałam jej wszystkie włosy, żeby przyszyć nowe, dłuższe. Dostała też falbankę przy sukience. Ok, nic wielkiego, ale skoro spędza weekend na poczcie, niech chociaż tu ma jeszcze raz swoje pięć minut...


Dobrego weekendu. Aaaa... i oczywiście witam wszystkich nowych obserwatorów. Bardzo mi miło, że do mnie zaglądacie!

sobota, 13 października 2012

miś w całej krasie i moja ulubiona zabawka

Miś, który czeka na swój nowy dom, poprosił mnie dzisiaj ciuchutko o kilka zdjęć. Chciał się pokazać z różnych stron... może akurat ktoś jeszcze zechce go przygarnąć i dopisze się do candy ;).






Bardzo dziękuję tym osobom, które podzieliły się ze mną swoimi wspomnieniami na temat ulubionych zabawek. Obiecałam, że w tym poście odpowiem na pytanie z candy. Co było moją ulubioną zabawką i kiedy się nią bawiłam? Pierwszą ukochaną i zapamiętaną zabawką był żółty miś, wypchany trocinami, spory, bo wielkości mniej więcej rocznego dziecka. Towarzyszył mi od urodzenia przez kilka lat. Niestety niedźwiadki wypchane trocinami nie lubią wody i podejrzewam, że z tego powodu miś zniknął któregoś dnia z naszej rodziny. Szkoda.
Drugą ważną zabawką był kaczor Donald, którego sama sobie wybrałam w prezencie komunijnym od dziadka. Dziadziuś odszedł od nas dwa lata później, ale wspominam go zawsze, kiedy patrzę na kaczorka. Żadnej innej zabawki nie darzyłam takim oddaniem. Wierzyłam głęboko, że gdzieś w środku kaczor ma małe serducho i darzy mnie uczuciem tak samo żywym jak ja jego. Kaczor niejedno ze mną przeżył, teraz czeka w moim rodzinnym domu, aż Gabi porwie go w wir przygód.

poniedziałek, 8 października 2012

Candy: moja ukochana zabawka

Właśnie mijają dwa lata, odkąd założyłam mojego supertajnego bloga. Od tamtej pory dużo się u mnie zmieniło, pod wieloma względami. Co jednak bardzo mnie cieszy, to to, że przez ten czas mój blog odwiedziło sporo osób, a niektóre zostały na dłużej. Bardzo dziękuję każdej osobie, która wstąpiła, a jeszcze bardziej tym miłym duszyczkom, które zostały. I aby to uczcić - szykuje się candy. Sprawdźcie tego posta ponownie - więcej niebawem :). Teraz wracam do tego czegoś, co chciałabym Wam podarować.

edit:



i już jestem z powrotem.
Z misiem.
Tych, którym miś się podoba, zapraszam na candy!
Ponieważ losowania stały się podobno nielegalne, proszę, żebyście oprócz wklejenia na swoją stronę podlinkowanego banerka do tego posta, odpowiedziały / odpowiedzieli na pytanie: Co było Twoją ulubioną zabawką i w jakim wieku się nią bawiłaś / bawiłeś? Wybiorę odpowiedź, która najbardziej mi się spodoba. Inne komentarze nie będą brane pod uwagę. Osoby bez bloga proszone są o zostawienie adresu e-mail. Aha, tylko nie piszcie, proszę "bawiłem się nią w XX / XXI wieku".

piątek, 7 września 2012

piątkowe przemyślenia...

Odkąd jestem w domu ze Szkrabem, dni tygodnia rozpoznaję po tym, kiedy P. ma wolne. Według tego schematu dziś jest piątek. Dzień, w którym lud pracujący wygląda tak:


Chociaż akurat po P. nie widać zmęczenia. Właśnie biega po domu ze Szkrabem na rękach i... śpiewa. A wracając do żyrafy...




jak ja lubię szydełkować :O)
Wzór: Marike van Loo dostępny tutaj <- klik.

wtorek, 7 sierpnia 2012

szydełkowy miś

Niektóre zabawki powstają tak, że się je zaczyna i kończy za jednym podejściem. Ale nie ten miś. Nie dlatego, że był skomplikowany, ale ciągle coś nam stawało na drodze. Zaczynałam go, odkładałam, zmieniałam; albo przynajmniej zaczynałam od nowa. Robiłam go niby według wzoru, ale ciągle mi się coś nie podobało. W końcu, w ósmym miesiącu ciąży, w ramach szydełkowych wprawek, o których pisałam przy okazji posta z szafą, chwyciłam misia i zrobiłam prawie całkiem od nowa. Potem była przeprowadzka, remont, szykowanie się na przyjście na świat Szkrabiątka i różne sprawy, które znów odsuwały misia od ukończenia. Dlatego kończyłam go już po powrocie ze szpitala. Ale czy to ważne? Najważniejsze, że jest. Pierwsza zabawka mojego Szkraba. Na razie trwa faza poznawania się. Kiedy P. wkłada misia do łóżeczka, Gabi podnosi główkę i patrzy na niego w pełnym zdziwieniu. Musielibyście to zobaczyć. Bezcenne!




pattern by Sue Pendleton

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Szydełkowe etui na telefon

W ramach moich szydełkowych wprawek zrobiłam nowe etui na telefon. To jest wersja na szerszy model (z klawiaturą qwerty). Brakuje mu zapięcia, bo nie mam pasującego guziola.
Tymczasem wrzucam zdjęcia i pozdrawiam Was spod lodówki, którą rozmrażam ;).


środa, 17 sierpnia 2011

Powrót i zwierzaki różne

Wróciłam! Było cudownie. Byliśmy na rekolekcjach i naładowaliśmy akumulatory. Mam nadzieję, że na cały rok. Teraz moje lenistwo się skończyło, do końca roku zostało mi ... 5 dni urlopu... chlip, chlip. Ale damy radę!
Ponieważ czas na rekolekcjach był bardzo skrupulatnie zorganizowany (dostaliśmy ok. 3 godzin dziennie, które spędzaliśmy przede wszystkim w górach), nie było go za dużo na inne radości. Ale nie żałuję ani jednej chwili, Pan Bóg dał mi / nam naprawdę fantastyczne chwile. Codziennie pokazywał mi, jak bardzo mnie kocha i jak się mną opiekuje... to było jak oddech po bardzo długim, zabieganym czasie.

Na szczęście coś tam jednak powstało. Zaczęłam robić, kiedy ostatniego dnia przed urlopem jechałam do pracy... tramwajem ;). Kończyłam nocami w górach, bo stwór żyrafiasty był prezentem i w górach pozostał. Sama bym została, jak bym mogła ;)

pattern by Marike van Loo
Obiecałam sobie, że tym razem nie zasypię Was zdjęciami ze szlaków, ale nie mogę nie pokazać, jakich to towarzyszy mieliśmy czasami w naszych wędrówkach:



Moją faworytką jest ta u góry drugiego zdjęcia na środku... wygląda, jakby miała z tej całej sceny niezły ubaw... A niech sobie nie żaluje...
I na koniec jeszcze coś dla wielbicieli zamków:



Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że zaglądałyście nawet, jak mnie nie było!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...