Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowa żyrafa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowa żyrafa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

chwile

W moim mieście jest w pewnym miejscu taka reklama sklepu z drukarkami, na której jest krowa. Na dole małym drukiem jest dopisane, że krowa na banerze nie ma specjalnego celu, została umieszczona dla poprawy humoru. Tak jest i z żyrafą w tym poście ;).

Mam tyle pomysłów na to, co chciałabym tu wrzucić... gdyby tylko mogły się same realizować...

Widać po blogu, że wróciłam do pracy. Wiem, że wiele osób mnie rozumie i bardzo tym osobom dziękuję! Za cierpliwość i za wsparcie mailowe!
Niby nie mam dużo do ogarnięcia, tylko praca, dom i Gabunia (przy czym ostatnie dwie rzeczywistości do spółki z P., który jest bardzo kochany pod tym względem), ale i tak jestem zabiegana. Moja mama nie wierzyła, aż pomieszkała z nami tydzień i teraz już rozumie :).
Poza wszystkim, mam takie poczucie, że nie chcę tracić chwil, które mam z Gabi. Kiedyś spojrzałam na nią i pomyślałam sobie: "O rany, już prawie cała trójka jej wyszła. Kiedy to się stało? Ostatnio widać było, że się przebija.." I naszło mnie, że co ja tu robię? Zamiast siedzieć i patrzeć, jak mojemu dziecku rosną zęby :)).
Staram się - na ile się da - nie tracić chwil. Świadomie być z nią. Na szczęście coraz więcej rzeczy możemy robić razem. Na przykład ostatnio zamiatałyśmy, tzn. ja zamiatałam, a Gabi trzymała szufelkę, którą potem szłyśmy razem opróżnić... chciałabym Wam pokazać to poczucie misji i szczęścia na buzi Gabika!
Pranie to już obowiązkowo Gabi robi ze mną. Przekłada wszystko z worka na pranie do pralki. A po skończonym wyjmuje. Czasem też dorzuca niepostrzeżenie coś w innym kolorze ;). Uwielbiam te chwile...
Na froncie handmade mam baaardzo dużo rzeczy, które potrzebują jeszcze kilku spokojnych chwil na wykończenie. Mam świadomość, że to może jeszcze poczekać...
To tyle u mnie. Gdybyście miały / mieli ochotę napisać, jak u Was wygląda godzenie codzienności ze świadomym byciem razem z tymi, którzy są najważniejsi, to śmiało :).


Ps. Na zdjęciu oczywiście żyrafa (oczywiście nie dlatego, że nie wiecie, co to jest, tylko już tradycyjnie zostawiam sobie żyrafy na takie posty jak dziś, bo znacie je aż za dobrze i chyba nic nowego na ich temat nie napiszę). Już dawno temu poleciała do małego Stasia (był wtedy jeszcze w brzuchu mamy).
Ps 2. Z tego wszystkiego zapomniałam dodać, że tło dla żyrafy jest takie nie dlatego, że mi się nie chciało w obiektyw popatrzeć i sprawdzić, co za żyrafą leży, tylko jest to ochraniacz na łóżeczko Gabi, który jej własnoręcznie uszyłam. Jednak ma tyle niedociągnięć, że na blogu zagościć mógł tylko w towarzystwie...

poniedziałek, 27 maja 2013

post przeterminowany, przeczytajcie, żeby nie było mu smutno ;)


Znalazłam post mocno przeterminowany. Nie wiem, czemu go nie wrzuciłam, chyba czas mi tak mi zleciał, że ciągle mi się wydawało, że dopiero co go pisałam i nic się nie stanie, jak wrzucę „jutro”... Zatem proszę, tak było u mnie 2 tygodnie temu:


A teraz od tygodnia pracuję i... wcale nie jest źle :). Jestem spokojna, bo Gabi jest z tatą przez 3 tygodnie, a potem będzie jeszcze trochę ze mną. Ale powrót do pracy był dużo łatwiejszy niż myślałam. Może dlatego, że jak wracam z pracy, staję w progu i słucham, jak P. czyta:

"Kłapouchy wyciągnął ogon z wody i zaczął nim wymachiwać na prawo i na lewo.
- Tak jak przewidywałem - powiedział - mój ogon został pozbawiony wszelkiego czucia. Zdrętwiał. Ot, co się stało. Zdrętwiał zupełnie.
- Biedny Kłapouniu, ja ci go osuszę i rozetrę - powiedział Krzyś. Wyjął chusteczkę do nosa i wytarł nią mokry ogon.
- Dziękuję ci, Krzysiu! Ty jeden, mam wrażenie, rozumiesz się tu trochę na ogonach. Tamci nie zastanawiają się nad tym, ot, co można o nich powiedzieć. Oni po prostu nie mają wyobraźni. Ogon to dla nich nie ogon, tylko Mały Dodatkowy Kawałeczek przyczepiony z tyłu.
- To nic, Kłapouszku - rzekł Krzyś wycierając go z całych sił. - Czy już mu lepiej?
- Już bardziej czuję, że go mam. Czuję, że on znów do mnie Należy."
(A.A.Milne, Kubuś Puchatek)

A potem Szkrab idzie spać, a ja dostaję obiad :).
***
Teraz przynajmniej wiecie, jak wyglądał mój powrót do pracy. Nie było się czego bać! Uff... A wiecie co? Teraz znowu mam urlop ;). Mój szef skwitował to: "Tak to można pracować, miesiąc w roku.." Ale jak wrócę, to już na amen ;). Teraz mam miesiąc, żeby nauczyć się planować nasze posiłki i gotować je dzień wcześniej. Bo jak widzicie, przez ostatnie trzy tygodnie po powrocie z pracy czekało na mnie ciepłe jedzonko. Szkoda, że Paweł musiał wrócić do pracy ;) Dlatego zmykam... robić obiad.


Ps. Nie mam pasujących do tematu zdjęć, a żyrafki to takie wdzięczne stworzenia... mam nadzieję, że jeszcze się Wam nie znudziły (chyba jeszcze nie, sądząc po mailach, za które bardzo dziękuję!).

wtorek, 2 kwietnia 2013

o prezentach od losu i dobrych duszach

pattern: Marike van Loo
"projekt 30" uważam za rozpoczęty ;). Wczoraj rozpoczął się mój ostatni miesiąc z Gabi w domu. Odliczam dni, a przy okazji muszę zorganizować wszystko wokół... Ale dzisiaj jeszcze chcę powspominać...
Kiedy przebiegam w myślach ten czas, który został mi wręczony jak nie jeden, ale wielka paka prezentów, kiedy myślę o tych wszystkich rzeczach, które były moim udziałem, to... nie potrafię się przestać śmiać do siebie samej :). Najpierw Gabik, jako mały Szkrabek w brzuchu, moja cała niepewność i prawdziwy cud (zdaniem lekarki), że ona żyje, potem pierwsze oznaki, że to JUŻ, wyprawa do szpitala, a potem już cała zawirowana rzeczywistość, która zmieniła nasze życie w bardziej intensywne, kolorowe i pełne śmiechu...Szkoda, że ten etap się kończy, ale pocieszam się przynajmniej myślą, że mam fajną pracę i może nie będzie tak źle ;). [O radości z faktu, że w ogóle mam pracę, nie wspomnę...] Wszystko się okaże w praniu, mam nadzieję, że będziecie ze mną w tym czasie, nawet jeśli będę się rzadziej pojawiać, zanim to  wszystko ogarnę.

Jedna z rzeczy, której się dowiedziałam, odkąd poszłam na zwolnienie w ciąży to fakt, że nie chcę rezygnować ani z rękodzieła, ani z bloga. To dla mnie niesamowita radość i zaszczyt być tutaj. Między innymi dzięki blogowaniu (i dzięki Beacie kochanej, ale ona też jest częścią tego blogowego świata) nie czułam się ani trochę wyobcowana na tym zakońcu, choć tak wiele osób ostrzegało, że po narodzinach przyjaciele będą się odsuwać, bo nie zrozumieją, że mój świat się zmienił. Miałam szczęście i niczego takiego nie doświadczyłam. Spotkałam za to, także wirtualnie, bardzo wiele dobrych, kochanych i kreatywnych dusz! Bardzo Wam za to dziękuję!
...i tak mi się w ten post o dobrych duszach wpisują zdjęcia kolejnego włóczkowego "pluszaka"... jeśli ktoś śledził paski postępu, to już wiedział, że narodziła się kolejna żyrafa... przed odlotem dostała ostatnie wskazówki od starszej zmechaconej koleżanki.
Ps. Zyrafki  wybrały się na party do Daisy.

piątek, 8 lutego 2013

dwie żyrafy za końcem świata

Żyrafy, które dzisiaj pokazuję mam w folderze z grudnia...takie mam niestety opóźnienia w publikacji... Ale obiecuję, że zaległości zmniejszę, bo... zgubiłam jedną część od ładowarki, w związku z czym chwilowo nie mam aparatu :((, więc pewnie pokażę, co tam na dnie szuflady czeka... Jedna z żyrafek (ta nowsza - patrz ostatnie zdjęcie. Ta bardziej zmechacona należy do Gabi) poleciała do Ani, a ja dostałam od niej śliczną apaszkę dla mojego Szkraba. Aniu, apaszka wzbudza zachwyt, gdzie się nie pojawi :).



no cóż, kochać to patrzeć w tym samym kierunku...




piątek, 7 września 2012

piątkowe przemyślenia...

Odkąd jestem w domu ze Szkrabem, dni tygodnia rozpoznaję po tym, kiedy P. ma wolne. Według tego schematu dziś jest piątek. Dzień, w którym lud pracujący wygląda tak:


Chociaż akurat po P. nie widać zmęczenia. Właśnie biega po domu ze Szkrabem na rękach i... śpiewa. A wracając do żyrafy...




jak ja lubię szydełkować :O)
Wzór: Marike van Loo dostępny tutaj <- klik.

środa, 17 sierpnia 2011

Powrót i zwierzaki różne

Wróciłam! Było cudownie. Byliśmy na rekolekcjach i naładowaliśmy akumulatory. Mam nadzieję, że na cały rok. Teraz moje lenistwo się skończyło, do końca roku zostało mi ... 5 dni urlopu... chlip, chlip. Ale damy radę!
Ponieważ czas na rekolekcjach był bardzo skrupulatnie zorganizowany (dostaliśmy ok. 3 godzin dziennie, które spędzaliśmy przede wszystkim w górach), nie było go za dużo na inne radości. Ale nie żałuję ani jednej chwili, Pan Bóg dał mi / nam naprawdę fantastyczne chwile. Codziennie pokazywał mi, jak bardzo mnie kocha i jak się mną opiekuje... to było jak oddech po bardzo długim, zabieganym czasie.

Na szczęście coś tam jednak powstało. Zaczęłam robić, kiedy ostatniego dnia przed urlopem jechałam do pracy... tramwajem ;). Kończyłam nocami w górach, bo stwór żyrafiasty był prezentem i w górach pozostał. Sama bym została, jak bym mogła ;)

pattern by Marike van Loo
Obiecałam sobie, że tym razem nie zasypię Was zdjęciami ze szlaków, ale nie mogę nie pokazać, jakich to towarzyszy mieliśmy czasami w naszych wędrówkach:



Moją faworytką jest ta u góry drugiego zdjęcia na środku... wygląda, jakby miała z tej całej sceny niezły ubaw... A niech sobie nie żaluje...
I na koniec jeszcze coś dla wielbicieli zamków:



Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że zaglądałyście nawet, jak mnie nie było!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...